środa, 12 czerwca 2019

KAZACHSTAN - KONTROLOWANA ZMIANA WŁADZY

Prof. Tadeusz Iwiński i były prezes PSL, wicepremier Janusz Piechociński, na zaproszenie rządu w Astanie (po zmianie nazwy od niedawna na cześć długoletniego prezydenta Nursultana Nazarbajewa stolica nosi jego imię) obserwowali przedterminowe wybory głowy państwa. Spotkali się z większością spośród 7 kandydatów (pierwszy raz w historii kraju byli wśród nich kobieta oraz otwarty opozycjonista), a także ze sztabem Kasym Żomart Tokajewa, wysuniętego przez ponad milionową partię Nur Otan (przy 18 mln populacji kraju, 9 razy większego od Polski!). Obserwowali samo głosowanie i liczenie wyników, wystąpili też na konferencji prasowej. Prof. Tadeusz Iwiński ocenił w jej trakcie, że władzom chodzi o łagodny poces przekazywania władzy i zapobieżenie negatywnym zjawiskom, które wystąpiły na tym tle w innych krajach Azji Centralnej, głównie w Uzbekistanie, Kirgistanie i Turkmenistanie. Przy frekwencji ok. 77 proc. Tokajew uzyskał 70,7 proc. głosów, a opozycyjny dziennikarz Amirżan Kosanow 16,02 proc. Najstarsza córka Nazarbajewa została przewodniczącą Senatu, a więc 2. osobą w państwie. Trudna do weryfikacji jest liczba protestów i zatrzymań, które miały miejsce głównie w Ałmaty i Nur Sułtanie. Dane zachodnich dziennikarzy i miejscowych różnią się znacząco.
W lokalu wyborczym w Astanie z innymi obserwatorami.

środa, 5 czerwca 2019

75. ROCZNICA LĄDOWANIA WOJSK ALIANCKICH W NORMANDII

W angielskim Portsmouth odbyły się obchody tzw. D-Day, czyli rozpoczęcia operacji desantowej wojsk sprzymierzonych we Francji, którą dowodził gen. Eisenhower. Wzięli w nich udział liderzy 15 państw, w tym: królowa Elżbieta II, prezydenci USA i Francji, szefowie rządów Niemiec, Kanady i Polski. Szczególnie symboliczna była obecność ok. 300 kombatantów, którzy wszyscy ukończyli co najmniej 90 lat! Królowa brytyjska (93 l), wyróżniająca się pozytywnie różowo-czerwonym strojem, powiedziała, iż gdy pierwszy raz uczestniczyła w obchodach 60-lecia tego wydarzenia myślała, że to będzie zarazem ostatni raz. "Ale pokolenie weteranów, moje pokolenie jest wyjątkowo wytrzymałe". Z kolei prezydent Macron odczytał wzruszające fragmenty ostatniego listu 16-letniego licealisty Henri Ferteta (należał do tzw. Wolnych Strzelców), rozstrzelanego w 1943 r. Trochę szkoda, iż tym razem zabrakło prezydentów Rosji i Ukrainy, którzy byli obecni przed 5 laty.

wtorek, 28 maja 2019

NAGŁE ODEJŚCIE JANA GUZA TO WIELKA STRATA DLA RUCHU ZWIĄZKOWEGO I CAŁEJ POLSKIEJ LEWICY

Wprost nie mogę uwierzyć w tę niezwykle smutną wiadomość, która dotarła do mnie przed chwilą. Janek Guz był prawdziwym człowiekiem lewicy. Wiernym swoim ideałom. Skromnym i angażującym się w batalie na rzecz ludzi pracy w naszym kraju. Miał zaledwie 63 lata. Przez 15 z nich kierował Ogólnopolskim Porozumieniem Związków Zawodowych, a wcześniej był jego wiceprzewodniczącym. Pamiętam Go jeszcze sprzed wielu lat jako swego (bardzo dobrego) studenta w Akademii Nauk Społecznych w Warszawie. Obserwowałem jak szybko dojrzewał w działalności społecznej i politycznej, co uwidoczniło się m.in. w ostatnim okresie Jego pracy w Radzie Dialogu Społecznego oraz w toku niedawnego, długotrwałego strajku nauczycieli. Głęboko wierzę, że słowa Horacego "Non omnis moriar" ("Nie wszystek umrę") mają w tym przypadku szczególnie głębokie znaczenie.

poniedziałek, 20 maja 2019

PERSONALIA W UE. UMOCNIENIE POZYCJI TIMMERMANSA


Unia Europejska znajduje się na politycznym zakręcie i musi stawiać czoła wielu wyzwaniom-zarówno starym, jak i nowym (m.in. wyraźny wzrost sił populistycznych+nacjonalistycznych, rozwiązanie kwestii Brexitu). To dość banalne stwierdzenie. Po wyborach do Parlamentu Europejskiego (nad Wisłą - 26 maja) pierwszą kwestią, tylko na pozór techniczną, będzie obsada personalna kluczowych stanowisk w UE. To nader trudne zadanie w związku z potrzebą zapewnienia swoistej równowagi przedstawicieli "starych" i "nowych" członków, reprezentantów głównych rodzin politycznych, uwzględnienia kryterium płci, geograficznego itd.

Na niedawnym szczycie unijnym w rumuńskim Sibiu (Sybinie) Donald Tusk, jako przewodniczący Rady Europejskiej, wyraził nadzieję, iż uda się już czerwcu uzgodnić kandydatury następców, co jest możliwe, ale wysoce niepewne. Chodzi nade wszystko o funkcje przewodniczących: Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa (kierującego też dyplomacją unijną) oraz szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem.

Prawdą jest, iż unijne traktaty nie przesądzają jednoznacznie o sposobie wyłaniania przewodniczącego Komisji Europejskiej – de facto najważniejszej osoby w UE. Kandydata wybiera Europarlament (większością głosów) na wniosek Rady Europejskiej, a więc organu składającego się z szefów rządów lub państw. Ten ostatni przypadek dotyczy aktualnie Francji, Rumunii i Litwy, co niekiedy może prowadzić do wewnętrznych konfliktów politycznych (vide formalny "spór o samolot" przed laty między PO a PiS na tle reprezentacji na szczytach w Brukseli). Niektóre z powyższych stanowisk można piastować też przez pół kadencji (2,5 roku), co się jednak zdarza dość rzadko.

DEBATY KANDYDATÓW

W Parlamencie Europejskim (który niestety nie dysponuje inicjatywą ustawodawczą, ale jego rola stopniowo rośnie) istnieje obecnie 8 frakcji. W tym tygodniu przedstawiciele 6 z nich, w większości tzw. Spitzenkandidaten, a więc kandydaci na szefa Komisji (to pojęcie ukuto przed 5 laty i właśnie wtedy Jean-Claude Juncker, długoletni premier Luksemburga, jako reprezentant chadeckiej EPP stanął na czele Komisji, czyli swego rodzaju rządu UE) odbyli publiczną, ciekawą debatę.

Debata kandydatów na szefa Komisji Europejskiej.
Wzięli w niej udział: Manfred Weber – od 15 lat niemiecki eurodeputowany, w imieniu Europejskiej Partii Ludowej, Frans Timmermans, obecnie I wiceprzewodniczący Komisji, z ramienia Partii Europejskich Socjalistów, Dunka Margrete Vestager z Porozumienia Liberałów i Demokratów, aktualna komisarz ds. konkurencji, Czech Jan Zahradil z Porozumienia Konserwatystów i Reformatorów (do tej frakcji należy PiS), Ska Keller z Zielonych oraz Hiszpan Nico Cue (z zawodu hutnik) z frakcji Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy. Realnie biorąc tylko pierwsza trójka ma szanse na wybór, choć – jak wspomniano – nie ma żadnego automatyzmu, a ogromną rolę odgrywają szefowie państw i rządów.

Bardzo dużo miejsca poświęcono migracji. Weber podkreślał, iż to państwa, a nie przemytnicy muszą decydować kto udaje się do Europy, stąd imperatyw odzyskania pełnej kontroli nad granicami. Niemal wszyscy mówili o potrzebie solidarności oraz o humanitarnej odpowiedzialności w sytuacji, gdy zmiany klimatyczne i gospodarcze wpływają na procesy migracyjne. Powróciła teza o potrzebie wielkiego "planu Marshalla" dla Afryki i koniecznych przesiedleniach z Syrii. Verstager kładła akcent na potrzebę wspólnego systemu azylowego.

"CZARNY KOŃ" TIMMERMANS?

Moim zdaniem najlepiej w tego rodzaju debatach wypada Frans Timmermans – świetny mówca, z dużym doświadczeniem międzynarodowym (był m.in. szefem niderlandzkiego MSZ-u). Jest w najlepszym wieku dla polityka (58), poliglotą i zręcznym polemistą. Ma świetny kontakt z młodzieżą. Zaprzecza w każdym calu żartobliwemu powiedzeniu o Holendrach – "jeden Holender to teolog, dwóch to Kościół, a trzech schizma". Rządząca obecnie nad Wisłą ekipa PiS dorobiła mu "łatkę' antypolskiego, a jest zupełnie odwrotnie. On po prostu w Komisji Europejskiej odpowiada za przestrzeganie praworządności  w państwach członkowskich UE i to zadanie traktuje nader poważnie.

Frans Timmermans podczas debaty organizowanej w Warszawie przez kandydatów Koalicji Europejskiej z ramienia SLD.
Mam okazję znać go od kilkunastu lat, gdy był – jako deputowany – członkiem delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. Urodził się w Maastricht, co jest swoistym symbolem "unijności". Często wspomina dom swego dziadka, który wyzwolili  żołnierze gen. Maczka. Bardzo interesuje się Europą Wschodnią, spędził zresztą kilka lat w Moskwie jako sekretarz ambasady Holandii – w okresie, gdy rozpadał się ZSRR. Nauczył się wtedy rosyjskiego. Powtarza konsekwentnie, iż jeśli państwa Europy Wschodniej będą nadal odmawiały solidarności ws. uchodźców i migracji, to same nie mogą liczyć na solidarność w innych kwestiach. W czarnym scenariuszu może dojść nawet do niekorzystnych zmian w funkcjonowaniu systemu Schengen.

Osłabienie w ostatnich latach pozycji partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych w Europie nie pomagało w zajmowaniu wysokich stanowisk przez ich przedstawicieli. Ale w tym roku stopniowo następuje pewien przełom. Zwycięstwo (choć skromne) w Finlandii, ogromny sukces Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) w wyborach do Kortezów oraz fakt, iż w wyborach do Europarlamentu wezmą jednak udział Brytyjczycy, co gwarantuje znaczącą reprezentację Labour Party, oznaczają duże wzmocnienie frakcji Socjalistów i Postępowych Demokratów. To wzmacnia kandydaturę Timmermansa. Może on też zostać następcą Franceschi Mogherini z Włoch na funkcji szefa unijnej dyplomacji.

MOŻLIWE  NIESPODZIANKI

Obecnie Francja nie ma nikogo na czołowych stanowiskach w UE. A w grę wchodzą m.in. takie nazwiska, jak Michel Barnier (były minister spraw zagranicznych i obecny negocjator Unii ws. Brexitu), Christine Lagarde – stojąca na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy Bruno Le Maire – aktualny minister finansów i gospodarki.

Pierwsze przymiarki nastąpią zaraz po wyborach do Europarlamentu, na posiedzeniu Rady Europejskiej. Nota bene największe szanse na zastąpienie Donalda Tuska na funkcji szefa tej Rady od końca tego roku mają: odchodząca prezydent Litwy Daria Grybauskaite, i premier Holandii Mark Rutte. Nie wyklucza się też kandydatury samej Angeli Merkel, choć zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami ma ona być kanclerzem Niemiec do roku 2021.

środa, 1 maja 2019

BARDZO DŁUGI DZIEŃ 1 MAJA 2004 r.

Od 15 lat pierwszy dzień maja kojarzy się nad Wisłą zarówno z tradycyjnym świętem ludzi pracy,obchodzonym dla upamiętnienia protestów robotników amerykańskich w Chicago w 1886r., jak i rocznicą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Nastąpił wówczas finał procesu rozpoczętego 25 maja 1990r, złożeniem przez nasz rząd wniosku ws.podjęcia negocjacji umowy o stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi..Kolejne etapy tego procesu są na ogół nieźle znane.Najważniejsze z nich to:żmudne negocjacje sfinalizowane na szczycie Unii w Kopenhadze 13 grudnia 2002r.,podpisanie 16 kwietnia 2003r. w Atenach Traktatu akcesyjnego Polski oraz 9 innych państw przystępujących do UE,a także referendum akcesyjne 7-8 czerwca 2003r.
 
Do największego dotychczas rozszerzenia Unii doszło formalnie na szczycie w Dublinie,gdyż to Irlandia wówczas przewodniczyła Unii.Wtedy jeszcze Polacy nie stanowili największej mniejszości w tym kraju jak obecnie,ale wiele elementów łączyło nasze społeczeństwa (religia,rola poetów i pisarzy, procesy migracyjne,Polka w pierwszym rządzie irlandzkim po uzyskaniu niepodległości oraz-last not least-upodobanie do mocnych trunków.

Podróż do Dublina

Oficjalna delegacja RP składała się z 4 osób:prezydent Aleksander Kwaśniewski,premier Leszek Miller,który odegrał kluczową rolę w negocjacjach,nie tylko w stolicy Danii,Dariusz Szymczycha- sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta i piszący te słowa jako sekretarz stanu ds. zagranicznych w KPRM.Ale nie polecieliśmy razem ze względów logistycznych (samolot) i odrębnych początkowo programów.obu współprzewodniczących delegacji.

Premier (któremu towarzyszyłem) udał się o bladym świcie do "Worka Żytawskiego" gdzie na tzw. trójstyku (granica Czech,Niemiec i Polski) odbyło się spotkanie szefów rządów tych trzech państw,a więc z Vladimirem Spidlią, który wkrótce miał zostać (do 2010r.) czeskim komisarzem ds. zatrudnienia,spraw społecznych i wyrównywania szans,a także z kanclerzem Gerhardem Schroederem.

Była w tym spora porcja symboliki.Oto dwa państwa,które miały (mówiąc łagodnie) skomplikowane historycznie stosunki z Niemcami, wchodzły do Unii przy znaczącym poparciu RFN.Nota bene cała trójka premierów to byli socjaldemokraci.W przypadku Polski ten symbol został jeszcze wzmocniony.Otóż w dalszą drogę udaliśmy się najpierw śmigłowcem wraz ze Schroederem do Lipska,a potem wspólnie niemieckim samolotem do Dublina. Co więcej-tegoż dnia Włodzimierz Cimoszewicz jako minister spraw zagranicznych spotkał się na moście w Słubicach ze swym odpowiednikiem Joschką Fischerem.Najpierw byli po polskiej stronie Odry,a następnie,wraz z tłumami ludzi (choć Polska nie była przecież jeszcze formalnie w strefie Schengen) przeszli do Frankfurtu nad Odrą.Granica już wtedy praktycznie przestała istnieć,a morze piwa wzmacniało tworzącą się nową jakość wzajemnych relacji.

Szczyt

Ceremonia przystąpienia 10 nowych państw (Cypr, Czechy, Estonia,Litwa,Łotwa,Malta,Polska, Słowacja, Słowenia i Węgry) do Unii Europejskiej przebiegła szybko i sprawnie. Irlandzka Prezydent Mary McAlesee tradycyjnie wydała przyjęcie.Jedynym elementem,który do dziś bywa nietrafnie (a nierzadko-złośliwie) komentowany było to,że polską flagę na maszt wciągali wspólnie prezydent i premier.Ale nie było w tym żadnego "wyrywania sobie" tej flagi,ponieważ wszystko odbyło się wedle starej zasady,iż "najlepsze są improwizacje dobrze przygotowane'. Tak zostało to ustalone wcześniej z premierem Irlandii Bertie Ahernem. Ale trzymane było w tajemnicy,aby nie urazić przedstawicieli pozostałej dziewiątki państw. ,które były reprezentowane tylko przez jedną osobę-premiera lub (np, Litwa)-prezydenta). Bez wątpienia mieliśmy do czynienia z gestem Gospodarzy w stosunku do największego nowego państwa członkowskiego.

Prawdziwe nieporozumienie miało w finale inny charakter. Otóż Dublin ma dwa lotniska.Tupolew,którym przyleciał Aleksander Kwaśniewski miał zabrać do Warszawy Leszka Millera i mnie.Ale-wskutek dość typowej pomyłki językowej

("Poland" i "Holland")- zostaliśmy przetransponowani śmigłowcem akurat na to drugie.Nie miało to większego znaczenia,choć opóźniło nasz powrót do Warszawy. Stało się jedynie powodem do żartów.Na pokładzie (leciał z nami m.in. były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Irlandczyk Pat Cox) atmosfera była zarazem podniosła i luźna.

Warszawa

Tej nocy wszyscy spali krótko.W Kancelarii Premiera spotkało się szerokie grono osób mających największy wkład w cały proces akcesji.Z różnych środowisk, np. obecny był m.in. Adam Michnik.

Wszyscy mieli poczucie ogromnej wagi tego, co się stało.

Finis coronat opus. Następne 15 lat udowodniły-mimo szeregu zawirowań politycznych-że na naszych oczach zmieniła się historia !

niedziela, 28 kwietnia 2019

WAGA HISZPAŃSKICH WYBORÓW

Socjalistyczny premier Pedro Sanchez
Dzisiejsze (28 kwietnia) wybory parlamentarne w 47-mln Hiszpanii do dwuizbowych Kortezów Generalnych (350-osobowy Kongres Deputowanych i 266-osobowy Senat) mają szczególne znaczenie z kilku względów.

Po pierwsze chodzi o jedno z największych państw członkowskich Unii Europejskiej-czwarte pod względem populacji po Niemczech, Francji i Włoszech (pomijam w tym miejscu wciąż niepewne losy Wielkiej Brytanii). Po wtóre, to wyjątkowe starcie między klasycznymi ugrupowaniami: chadecką Partią Ludową (Partido Popular) i socjalistyczną PSOE a nowymi  lub stosunkowo nowymi formacjami, jak centrowo-liberalni Ciudadanos ("Obywatele"), a zwłaszcza skrajnie prawicowy i populistyczny Vox ("Głos"), którego lider Santiago Abascal był niedawno goszczony przez Jarosława  Kaczyńskiego. Po trzecie wreszcie chodzi o kształt państwa hiszpańskiego-utrzymanie struktury 17 autonomii, czy też (w kontekście narastających dążeń separatystycznych,głównie- choć nie wyłącznie- w Katalonii) powrót do centralistycznych rządów z epoki gen. Franco.

Po raz pierwszy odwiedzałem Hiszpanię w ostatniej fazie rządów frankistowskich na początku lat 70., gdy m.in. wykonywano jeszcze wyroki śmierci na anarchistach. Nie sądziłem wtedy, że tak żywa wciąż pozostanie sympatia do tamtych lat dyktatury, sprzęgnięta m.in. z niechęcią do nowej fali imigrantów, do tendencji feministycznych i wielokulturowości oraz z obroną tradycyjnych wartości z ich symbolami, jak walki byków czy polowania. Prochy gen. Franco i głównego ideologa jego ruchu Primo de Rivery zostaną, co po wielu sporach ostatecznie przesądzono, usunięte z podmadryckiego mauzoleum Valle de los Caidos ("Doliny Poległych"), ale wynik wspomnianej batalii wciąż nie jest rozstrzygnięty.

Nie tracę nadziei, że hiszpańscy socjaliści zwyciężą w tych wyborach i zdołają utworzyć nowy rząd. Po świeżym sukcesie lewicy w Finlandii byłby to kolejny sygnał odwracania się tendencji prawicowo-populistycznej w targanej wieloma sprzecznościami Unii Europejskiej.

piątek, 19 kwietnia 2019

DZIWACZNY APEL PREZESA PiS

Jarosław Kaczyński zwrócił się do szefów ugrupowań parlamentarnych, aby-wzorem jego formacji-zadeklarowali, że nie wystąpią o przyjęcie naszego kraju do strefy euro zanim Polska osiągnie poziom gospodarczy państw Europy Zachodniej, zwłaszcza Niemiec. To kuriozum. Po pierwsze nie spełniamy wszystkich wymaganych kryteriów konwergencji i prędko to się nie zmieni. Po wtóre, należałoby dokonać zmian w Konstytucji RP, zwłaszcza art. 227, który głosi, że to Narodowy Bank Polski ma wyłączne prawo emisji pieniądza oraz "ustalania i realizowania polityki pieniężnej". A taka zmiana jest obecnie nierealna więc temat w sumie nie wchodzi w ogóle w grę. Stanowi jedynie element gry wyborczej.
Takie postawienie sprawy przez lidera obozu rządzącego niezwykle oddala perspektywę przyjęcia przez Polskę waluty unijnej, do czego zobowiązaliśmy się niemal równo 15 lat temu przystępując do UE. Nawet dla młodego pokolenia! Przypomina mi się w tym kontekście tytuł znanej przed laty książki reporterskiej Lucjana Wolanowskiego "Poczta do Nigdy-Nigdy", poświęconej krajom i wyspom Pacyfiku.
I last not least. Nie odpowiada prawdzie teza, iż strefa euro jest "strefą stagnacji".

niedziela, 14 kwietnia 2019

SLD JAKO PARTIA MA 20 LAT

Z okazji tego jubileuszu odbyło się w Warszawie spotkanie z udziałem kilkuset członków Sojuszu z całego kraju.

Często zapomina się już jak układały się losy tej formacji. W końcu stycznia 1990r. powstała SdRP-Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej. Wzięła ona udział w pierwszych demokratycznych wyborach parlamentarnych w  październiku 1991r. Ale nie była osamotniona-stała się bowiem członkiem  Sojuszu Lewicy Demokratycznej jako szerokiej koalicji wyborczej, która obejmowała dwie główne siły: SdRP i OPZZ oraz szereg innych struktur politycznych (mniejsze partie, organizacje kobiece, młodzieżowe, branżowe związkowe itd.).Tych części składowych w 1997r. było aż 33.Taki SLD uzyskał w pierwszych wyborach ok. 12% głosów, a w następnych-zdobywając 171 mandatów w Sejmie- był w stanie stworzyć rząd w koalicji SLD z PSL.

W łonie SdRP, którą kierowali kolejno: Aleksander  Kwaśniewski, Józef Oleksy i Leszek Miller (sekretarzem generalnym był  Krzysztof Janik) stopniowo narastały tendencje integracyjne. Spośród pięciorga ówczesnych wiceprzewodniczących partii wybranych w 1997r. (Marek Borowski-inicjator tej zmiany, Jacek Piechota, Jerzy Szmajdziński, Izabella Sierakowska i piszący te słowa) tylko ostatnia dwójka miała w tej mierze wątpliwości. Zdecydowała większość. W połowie kwietnia 1999r. zarejestrowano nową partię polityczną pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej.

O działalności, roli, sukcesach i słabościach tej partii ukażą się zapewne w przyszłości odrębne analizy. W największym skrócie rzec można, iż z jej szeregów wyszli m.in. jedyny dotychczas prezydent RP dwóch kadencji (pierwszy raz desygnowany przez SdRP) i trzech premierów. Uchwalono demokratyczną, do dziś obowiązującą Konstytucję  RP, a politycy Sojuszu wprowadzili Polskę do Unii Europejskiej.

Nie doszukując się nadmiernych analogii (niemieckie przysłowie mówi:”wszelkie analogie zawodzą”) warto zauważyć, iż główna siła lewicy przeszła drogę od partii (SdRP) przez koalicję wyborczą (SLD) do scentralizowanej partii (nowy SLD),a teraz Sojusz zdecydował się-w warunkach zagrożenia demokratycznego i sytuacji notorycznego naruszania Konstytucji RP przez PiS-wejść w skład  nowej jakościowo, niezwykle szerokiej koalicji wyborczej jaką jest Koalicja Europejska. Ale PARTIA SLD oczywiście pozostaje na scenie politycznej i z pewnością ma jeszcze do odegrania istotną rolę.

środa, 10 kwietnia 2019

ROCZNICA KATASTROFY LOTNICZEJ POD SMOLEŃSKIEM


"Ludzi jest dużo, a ludzi brak" mawiał klasyk. Gdy patrzymy dziś na listę 96 osób, które zginęły w tym tragicznym wypadku pod Smoleńskiem, to coraz bardziej ma się świadomość ogromnej straty, jaką poniosło polskie społeczeństwo.

W różnym stopniu znałem większość z nich, ale szczególnie mi bliska była trójka wybitnych polityków lewicy: Izabela Jaruga-Nowacka, Jolanta Szymanek-Deresz i Jerzy Szmajdziński. W piątek poprzedzający tę katastrofę zbiegiem okoliczności wielu z nas było na pogrzebie intelektualisty i człowieka kultury licznych talentów KTT, który odbył się na warszawskich Powązkach. Wieczorem zatelefonował do mnie Jurek Szmajdziński, aby potwierdzić nasz wspólny wyjazd spod siedziby SLD na ul. Rozbrat w Warszawie w poniedziałek bardzo wcześnie rano do Ełku i Olsztyna, na inaugurację Jego kampanii prezydenckiej. "Zamiast" tego mogliśmy już tylko w Olsztynie uczcić pamięć wszystkich ofiar.

Z tymi, którzy wówczas zginęli Polska byłaby inna, zapewne LEPSZA. Inaczej też potoczyłyby się m.in. losy lewicy. Non omnis moriar...