środa, 1 maja 2019

BARDZO DŁUGI DZIEŃ 1 MAJA 2004 r.

Od 15 lat pierwszy dzień maja kojarzy się nad Wisłą zarówno z tradycyjnym świętem ludzi pracy,obchodzonym dla upamiętnienia protestów robotników amerykańskich w Chicago w 1886r., jak i rocznicą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Nastąpił wówczas finał procesu rozpoczętego 25 maja 1990r, złożeniem przez nasz rząd wniosku ws.podjęcia negocjacji umowy o stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi..Kolejne etapy tego procesu są na ogół nieźle znane.Najważniejsze z nich to:żmudne negocjacje sfinalizowane na szczycie Unii w Kopenhadze 13 grudnia 2002r.,podpisanie 16 kwietnia 2003r. w Atenach Traktatu akcesyjnego Polski oraz 9 innych państw przystępujących do UE,a także referendum akcesyjne 7-8 czerwca 2003r.
 
Do największego dotychczas rozszerzenia Unii doszło formalnie na szczycie w Dublinie,gdyż to Irlandia wówczas przewodniczyła Unii.Wtedy jeszcze Polacy nie stanowili największej mniejszości w tym kraju jak obecnie,ale wiele elementów łączyło nasze społeczeństwa (religia,rola poetów i pisarzy, procesy migracyjne,Polka w pierwszym rządzie irlandzkim po uzyskaniu niepodległości oraz-last not least-upodobanie do mocnych trunków.

Podróż do Dublina

Oficjalna delegacja RP składała się z 4 osób:prezydent Aleksander Kwaśniewski,premier Leszek Miller,który odegrał kluczową rolę w negocjacjach,nie tylko w stolicy Danii,Dariusz Szymczycha- sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta i piszący te słowa jako sekretarz stanu ds. zagranicznych w KPRM.Ale nie polecieliśmy razem ze względów logistycznych (samolot) i odrębnych początkowo programów.obu współprzewodniczących delegacji.

Premier (któremu towarzyszyłem) udał się o bladym świcie do "Worka Żytawskiego" gdzie na tzw. trójstyku (granica Czech,Niemiec i Polski) odbyło się spotkanie szefów rządów tych trzech państw,a więc z Vladimirem Spidlią, który wkrótce miał zostać (do 2010r.) czeskim komisarzem ds. zatrudnienia,spraw społecznych i wyrównywania szans,a także z kanclerzem Gerhardem Schroederem.

Była w tym spora porcja symboliki.Oto dwa państwa,które miały (mówiąc łagodnie) skomplikowane historycznie stosunki z Niemcami, wchodzły do Unii przy znaczącym poparciu RFN.Nota bene cała trójka premierów to byli socjaldemokraci.W przypadku Polski ten symbol został jeszcze wzmocniony.Otóż w dalszą drogę udaliśmy się najpierw śmigłowcem wraz ze Schroederem do Lipska,a potem wspólnie niemieckim samolotem do Dublina. Co więcej-tegoż dnia Włodzimierz Cimoszewicz jako minister spraw zagranicznych spotkał się na moście w Słubicach ze swym odpowiednikiem Joschką Fischerem.Najpierw byli po polskiej stronie Odry,a następnie,wraz z tłumami ludzi (choć Polska nie była przecież jeszcze formalnie w strefie Schengen) przeszli do Frankfurtu nad Odrą.Granica już wtedy praktycznie przestała istnieć,a morze piwa wzmacniało tworzącą się nową jakość wzajemnych relacji.

Szczyt

Ceremonia przystąpienia 10 nowych państw (Cypr, Czechy, Estonia,Litwa,Łotwa,Malta,Polska, Słowacja, Słowenia i Węgry) do Unii Europejskiej przebiegła szybko i sprawnie. Irlandzka Prezydent Mary McAlesee tradycyjnie wydała przyjęcie.Jedynym elementem,który do dziś bywa nietrafnie (a nierzadko-złośliwie) komentowany było to,że polską flagę na maszt wciągali wspólnie prezydent i premier.Ale nie było w tym żadnego "wyrywania sobie" tej flagi,ponieważ wszystko odbyło się wedle starej zasady,iż "najlepsze są improwizacje dobrze przygotowane'. Tak zostało to ustalone wcześniej z premierem Irlandii Bertie Ahernem. Ale trzymane było w tajemnicy,aby nie urazić przedstawicieli pozostałej dziewiątki państw. ,które były reprezentowane tylko przez jedną osobę-premiera lub (np, Litwa)-prezydenta). Bez wątpienia mieliśmy do czynienia z gestem Gospodarzy w stosunku do największego nowego państwa członkowskiego.

Prawdziwe nieporozumienie miało w finale inny charakter. Otóż Dublin ma dwa lotniska.Tupolew,którym przyleciał Aleksander Kwaśniewski miał zabrać do Warszawy Leszka Millera i mnie.Ale-wskutek dość typowej pomyłki językowej

("Poland" i "Holland")- zostaliśmy przetransponowani śmigłowcem akurat na to drugie.Nie miało to większego znaczenia,choć opóźniło nasz powrót do Warszawy. Stało się jedynie powodem do żartów.Na pokładzie (leciał z nami m.in. były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Irlandczyk Pat Cox) atmosfera była zarazem podniosła i luźna.

Warszawa

Tej nocy wszyscy spali krótko.W Kancelarii Premiera spotkało się szerokie grono osób mających największy wkład w cały proces akcesji.Z różnych środowisk, np. obecny był m.in. Adam Michnik.

Wszyscy mieli poczucie ogromnej wagi tego, co się stało.

Finis coronat opus. Następne 15 lat udowodniły-mimo szeregu zawirowań politycznych-że na naszych oczach zmieniła się historia !

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza