poniedziałek, 20 maja 2019

PERSONALIA W UE. UMOCNIENIE POZYCJI TIMMERMANSA


Unia Europejska znajduje się na politycznym zakręcie i musi stawiać czoła wielu wyzwaniom-zarówno starym, jak i nowym (m.in. wyraźny wzrost sił populistycznych+nacjonalistycznych, rozwiązanie kwestii Brexitu). To dość banalne stwierdzenie. Po wyborach do Parlamentu Europejskiego (nad Wisłą - 26 maja) pierwszą kwestią, tylko na pozór techniczną, będzie obsada personalna kluczowych stanowisk w UE. To nader trudne zadanie w związku z potrzebą zapewnienia swoistej równowagi przedstawicieli "starych" i "nowych" członków, reprezentantów głównych rodzin politycznych, uwzględnienia kryterium płci, geograficznego itd.

Na niedawnym szczycie unijnym w rumuńskim Sibiu (Sybinie) Donald Tusk, jako przewodniczący Rady Europejskiej, wyraził nadzieję, iż uda się już czerwcu uzgodnić kandydatury następców, co jest możliwe, ale wysoce niepewne. Chodzi nade wszystko o funkcje przewodniczących: Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa (kierującego też dyplomacją unijną) oraz szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem.

Prawdą jest, iż unijne traktaty nie przesądzają jednoznacznie o sposobie wyłaniania przewodniczącego Komisji Europejskiej – de facto najważniejszej osoby w UE. Kandydata wybiera Europarlament (większością głosów) na wniosek Rady Europejskiej, a więc organu składającego się z szefów rządów lub państw. Ten ostatni przypadek dotyczy aktualnie Francji, Rumunii i Litwy, co niekiedy może prowadzić do wewnętrznych konfliktów politycznych (vide formalny "spór o samolot" przed laty między PO a PiS na tle reprezentacji na szczytach w Brukseli). Niektóre z powyższych stanowisk można piastować też przez pół kadencji (2,5 roku), co się jednak zdarza dość rzadko.

DEBATY KANDYDATÓW

W Parlamencie Europejskim (który niestety nie dysponuje inicjatywą ustawodawczą, ale jego rola stopniowo rośnie) istnieje obecnie 8 frakcji. W tym tygodniu przedstawiciele 6 z nich, w większości tzw. Spitzenkandidaten, a więc kandydaci na szefa Komisji (to pojęcie ukuto przed 5 laty i właśnie wtedy Jean-Claude Juncker, długoletni premier Luksemburga, jako reprezentant chadeckiej EPP stanął na czele Komisji, czyli swego rodzaju rządu UE) odbyli publiczną, ciekawą debatę.

Debata kandydatów na szefa Komisji Europejskiej.
Wzięli w niej udział: Manfred Weber – od 15 lat niemiecki eurodeputowany, w imieniu Europejskiej Partii Ludowej, Frans Timmermans, obecnie I wiceprzewodniczący Komisji, z ramienia Partii Europejskich Socjalistów, Dunka Margrete Vestager z Porozumienia Liberałów i Demokratów, aktualna komisarz ds. konkurencji, Czech Jan Zahradil z Porozumienia Konserwatystów i Reformatorów (do tej frakcji należy PiS), Ska Keller z Zielonych oraz Hiszpan Nico Cue (z zawodu hutnik) z frakcji Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy. Realnie biorąc tylko pierwsza trójka ma szanse na wybór, choć – jak wspomniano – nie ma żadnego automatyzmu, a ogromną rolę odgrywają szefowie państw i rządów.

Bardzo dużo miejsca poświęcono migracji. Weber podkreślał, iż to państwa, a nie przemytnicy muszą decydować kto udaje się do Europy, stąd imperatyw odzyskania pełnej kontroli nad granicami. Niemal wszyscy mówili o potrzebie solidarności oraz o humanitarnej odpowiedzialności w sytuacji, gdy zmiany klimatyczne i gospodarcze wpływają na procesy migracyjne. Powróciła teza o potrzebie wielkiego "planu Marshalla" dla Afryki i koniecznych przesiedleniach z Syrii. Verstager kładła akcent na potrzebę wspólnego systemu azylowego.

"CZARNY KOŃ" TIMMERMANS?

Moim zdaniem najlepiej w tego rodzaju debatach wypada Frans Timmermans – świetny mówca, z dużym doświadczeniem międzynarodowym (był m.in. szefem niderlandzkiego MSZ-u). Jest w najlepszym wieku dla polityka (58), poliglotą i zręcznym polemistą. Ma świetny kontakt z młodzieżą. Zaprzecza w każdym calu żartobliwemu powiedzeniu o Holendrach – "jeden Holender to teolog, dwóch to Kościół, a trzech schizma". Rządząca obecnie nad Wisłą ekipa PiS dorobiła mu "łatkę' antypolskiego, a jest zupełnie odwrotnie. On po prostu w Komisji Europejskiej odpowiada za przestrzeganie praworządności  w państwach członkowskich UE i to zadanie traktuje nader poważnie.

Frans Timmermans podczas debaty organizowanej w Warszawie przez kandydatów Koalicji Europejskiej z ramienia SLD.
Mam okazję znać go od kilkunastu lat, gdy był – jako deputowany – członkiem delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. Urodził się w Maastricht, co jest swoistym symbolem "unijności". Często wspomina dom swego dziadka, który wyzwolili  żołnierze gen. Maczka. Bardzo interesuje się Europą Wschodnią, spędził zresztą kilka lat w Moskwie jako sekretarz ambasady Holandii – w okresie, gdy rozpadał się ZSRR. Nauczył się wtedy rosyjskiego. Powtarza konsekwentnie, iż jeśli państwa Europy Wschodniej będą nadal odmawiały solidarności ws. uchodźców i migracji, to same nie mogą liczyć na solidarność w innych kwestiach. W czarnym scenariuszu może dojść nawet do niekorzystnych zmian w funkcjonowaniu systemu Schengen.

Osłabienie w ostatnich latach pozycji partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych w Europie nie pomagało w zajmowaniu wysokich stanowisk przez ich przedstawicieli. Ale w tym roku stopniowo następuje pewien przełom. Zwycięstwo (choć skromne) w Finlandii, ogromny sukces Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) w wyborach do Kortezów oraz fakt, iż w wyborach do Europarlamentu wezmą jednak udział Brytyjczycy, co gwarantuje znaczącą reprezentację Labour Party, oznaczają duże wzmocnienie frakcji Socjalistów i Postępowych Demokratów. To wzmacnia kandydaturę Timmermansa. Może on też zostać następcą Franceschi Mogherini z Włoch na funkcji szefa unijnej dyplomacji.

MOŻLIWE  NIESPODZIANKI

Obecnie Francja nie ma nikogo na czołowych stanowiskach w UE. A w grę wchodzą m.in. takie nazwiska, jak Michel Barnier (były minister spraw zagranicznych i obecny negocjator Unii ws. Brexitu), Christine Lagarde – stojąca na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy Bruno Le Maire – aktualny minister finansów i gospodarki.

Pierwsze przymiarki nastąpią zaraz po wyborach do Europarlamentu, na posiedzeniu Rady Europejskiej. Nota bene największe szanse na zastąpienie Donalda Tuska na funkcji szefa tej Rady od końca tego roku mają: odchodząca prezydent Litwy Daria Grybauskaite, i premier Holandii Mark Rutte. Nie wyklucza się też kandydatury samej Angeli Merkel, choć zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami ma ona być kanclerzem Niemiec do roku 2021.

środa, 1 maja 2019

BARDZO DŁUGI DZIEŃ 1 MAJA 2004 r.

Od 15 lat pierwszy dzień maja kojarzy się nad Wisłą zarówno z tradycyjnym świętem ludzi pracy,obchodzonym dla upamiętnienia protestów robotników amerykańskich w Chicago w 1886r., jak i rocznicą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.
Nastąpił wówczas finał procesu rozpoczętego 25 maja 1990r, złożeniem przez nasz rząd wniosku ws.podjęcia negocjacji umowy o stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi..Kolejne etapy tego procesu są na ogół nieźle znane.Najważniejsze z nich to:żmudne negocjacje sfinalizowane na szczycie Unii w Kopenhadze 13 grudnia 2002r.,podpisanie 16 kwietnia 2003r. w Atenach Traktatu akcesyjnego Polski oraz 9 innych państw przystępujących do UE,a także referendum akcesyjne 7-8 czerwca 2003r.

Do największego dotychczas rozszerzenia Unii doszło formalnie na szczycie w Dublinie,gdyż to Irlandia wówczas przewodniczyła Unii.Wtedy jeszcze Polacy nie stanowili największej mniejszości w tym kraju jak obecnie,ale wiele elementów łączyło nasze społeczeństwa (religia,rola poetów i pisarzy, procesy migracyjne,Polka w pierwszym rządzie irlandzkim po uzyskaniu niepodległości oraz-last not least-upodobanie do mocnych trunków.
Podróż do Dublina
Oficjalna delegacja RP składała się z 4 osób:prezydent Aleksander Kwaśniewski,premier Leszek Miller,który odegrał kluczową rolę w negocjacjach,nie tylko w stolicy Danii,Dariusz Szymczycha- sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta i piszący te słowa jako sekretarz stanu ds. zagranicznych w KPRM.Ale nie polecieliśmy razem ze względów logistycznych (samolot) i odrębnych początkowo programów.obu współprzewodniczących delegacji.
Premier (któremu towarzyszyłem) udał się o bladym świcie do "Worka Żytawskiego" gdzie na tzw. trójstyku (granica Czech,Niemiec i Polski) odbyło się spotkanie szefów rządów tych trzech państw,a więc z Vladimirem Spidlią, który wkrótce miał zostać (do 2010r.) czeskim komisarzem ds. zatrudnienia,spraw społecznych i wyrównywania szans,a także z kanclerzem Gerhardem Schroederem.
Była w tym spora porcja symboliki.Oto dwa państwa,które miały (mówiąc łagodnie) skomplikowane historycznie stosunki z Niemcami, wchodzły do Unii przy znaczącym poparciu RFN.Nota bene cała trójka premierów to byli socjaldemokraci.W przypadku Polski ten symbol został jeszcze wzmocniony.Otóż w dalszą drogę udaliśmy się najpierw śmigłowcem wraz ze Schroederem do Lipska,a potem wspólnie niemieckim samolotem do Dublina. Co więcej-tegoż dnia Włodzimierz Cimoszewicz jako minister spraw zagranicznych spotkał się na moście w Słubicach ze swym odpowiednikiem Joschką Fischerem.Najpierw byli po polskiej stronie Odry,a następnie,wraz z tłumami ludzi (choć Polska nie była przecież jeszcze formalnie w strefie Schengen) przeszli do Frankfurtu nad Odrą.Granica już wtedy praktycznie przestała istnieć,a morze piwa wzmacniało tworzącą się nową jakość wzajemnych relacji.
Szczyt
Ceremonia przystąpienia 10 nowych państw (Cypr, Czechy, Estonia,Litwa,Łotwa,Malta,Polska, Słowacja, Słowenia i Węgry) do Unii Europejskiej przebiegła szybko i sprawnie. Irlandzka Prezydent Mary McAlesee tradycyjnie wydała przyjęcie.Jedynym elementem,który do dziś bywa nietrafnie (a nierzadko-złośliwie) komentowany było to,że polską flagę na maszt wciągali wspólnie prezydent i premier.Ale nie było w tym żadnego "wyrywania sobie" tej flagi,ponieważ wszystko odbyło się wedle starej zasady,iż "najlepsze są improwizacje dobrze przygotowane'. Tak zostało to ustalone wcześniej z premierem Irlandii Bertie Ahernem. Ale trzymane było w tajemnicy,aby nie urazić przedstawicieli pozostałej dziewiątki państw. ,które były reprezentowane tylko przez jedną osobę-premiera lub (np, Litwa)-prezydenta). Bez wątpienia mieliśmy do czynienia z gestem Gospodarzy w stosunku do największego nowego państwa członkowskiego.
Prawdziwe nieporozumienie miało w finale inny charakter. Otóż Dublin ma dwa lotniska.Tupolew,którym przyleciał Aleksander Kwaśniewski miał zabrać do Warszawy Leszka Millera i mnie.Ale-wskutek dość typowej pomyłki językowej
("Poland" i "Holland")- zostaliśmy przetransponowani śmigłowcem akurat na to drugie.Nie miało to większego znaczenia,choć opóźniło nasz powrót do Warszawy. Stało się jedynie powodem do żartów.Na pokładzie (leciał z nami m.in. były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Irlandczyk Pat Cox) atmosfera była zarazem podniosła i luźna.

Warszawa
Tej nocy wszyscy spali krótko.W Kancelarii Premiera spotkało się szerokie grono osób mających największy wkład w cały proces akcesji.Z różnych środowisk, np. obecny był m.in. Adam Michnik.
Wszyscy mieli poczucie ogromnej wagi tego, co się stało.
Finis coronat opus.Następne 15 lat udowodniły-mimo szeregu zawirowań politycznych-że na naszych oczach zmieniła się historia !

niedziela, 28 kwietnia 2019

WAGA HISZPAŃSKICH WYBORÓW

Socjalistyczny premier Pedro Sanchez
Dzisiejsze (28 kwietnia) wybory parlamentarne w 47-mln Hiszpanii do dwuizbowych Kortezów Generalnych (350-osobowy Kongres Deputowanych i 266-osobowy Senat) mają szczególne znaczenie z kilku względów.

Po pierwsze chodzi o jedno z największych państw członkowskich Unii Europejskiej-czwarte pod względem populacji po Niemczech, Francji i Włoszech (pomijam w tym miejscu wciąż niepewne losy Wielkiej Brytanii). Po wtóre, to wyjątkowe starcie między klasycznymi ugrupowaniami: chadecką Partią Ludową (Partido Popular) i socjalistyczną PSOE a nowymi  lub stosunkowo nowymi formacjami, jak centrowo-liberalni Ciudadanos ("Obywatele"), a zwłaszcza skrajnie prawicowy i populistyczny Vox ("Głos"), którego lider Santiago Abascal był niedawno goszczony przez Jarosława  Kaczyńskiego. Po trzecie wreszcie chodzi o kształt państwa hiszpańskiego-utrzymanie struktury 17 autonomii, czy też (w kontekście narastających dążeń separatystycznych,głównie- choć nie wyłącznie- w Katalonii) powrót do centralistycznych rządów z epoki gen. Franco.

Po raz pierwszy odwiedzałem Hiszpanię w ostatniej fazie rządów frankistowskich na początku lat 70., gdy m.in. wykonywano jeszcze wyroki śmierci na anarchistach. Nie sądziłem wtedy, że tak żywa wciąż pozostanie sympatia do tamtych lat dyktatury, sprzęgnięta m.in. z niechęcią do nowej fali imigrantów, do tendencji feministycznych i wielokulturowości oraz z obroną tradycyjnych wartości z ich symbolami, jak walki byków czy polowania. Prochy gen. Franco i głównego ideologa jego ruchu Primo de Rivery zostaną, co po wielu sporach ostatecznie przesądzono, usunięte z podmadryckiego mauzoleum Valle de los Caidos ("Doliny Poległych"), ale wynik wspomnianej batalii wciąż nie jest rozstrzygnięty.

Nie tracę nadziei, że hiszpańscy socjaliści zwyciężą w tych wyborach i zdołają utworzyć nowy rząd. Po świeżym sukcesie lewicy w Finlandii byłby to kolejny sygnał odwracania się tendencji prawicowo-populistycznej w targanej wieloma sprzecznościami Unii Europejskiej.

piątek, 19 kwietnia 2019

DZIWACZNY APEL PREZESA PiS

Jarosław Kaczyński zwrócił się do szefów ugrupowań parlamentarnych, aby-wzorem jego formacji-zadeklarowali, że nie wystąpią o przyjęcie naszego kraju do strefy euro zanim Polska osiągnie poziom gospodarczy państw Europy Zachodniej, zwłaszcza Niemiec. To kuriozum. Po pierwsze nie spełniamy wszystkich wymaganych kryteriów konwergencji i prędko to się nie zmieni. Po wtóre, należałoby dokonać zmian w Konstytucji RP, zwłaszcza art. 227, który głosi, że to Narodowy Bank Polski ma wyłączne prawo emisji pieniądza oraz "ustalania i realizowania polityki pieniężnej". A taka zmiana jest obecnie nierealna więc temat w sumie nie wchodzi w ogóle w grę. Stanowi jedynie element gry wyborczej.
Takie postawienie sprawy przez lidera obozu rządzącego niezwykle oddala perspektywę przyjęcia przez Polskę waluty unijnej, do czego zobowiązaliśmy się niemal równo 15 lat temu przystępując do UE. Nawet dla młodego pokolenia! Przypomina mi się w tym kontekście tytuł znanej przed laty książki reporterskiej Lucjana Wolanowskiego "Poczta do Nigdy-Nigdy", poświęconej krajom i wyspom Pacyfiku.
I last not least. Nie odpowiada prawdzie teza, iż strefa euro jest "strefą stagnacji".

niedziela, 14 kwietnia 2019

SLD JAKO PARTIA MA 20 LAT

Z okazji tego jubileuszu odbyło się w Warszawie spotkanie z udziałem kilkuset członków Sojuszu z całego kraju.

Często zapomina się już jak układały się losy tej formacji. W końcu stycznia 1990r. powstała SdRP-Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej. Wzięła ona udział w pierwszych demokratycznych wyborach parlamentarnych w  październiku 1991r. Ale nie była osamotniona-stała się bowiem członkiem  Sojuszu Lewicy Demokratycznej jako szerokiej koalicji wyborczej, która obejmowała dwie główne siły: SdRP i OPZZ oraz szereg innych struktur politycznych (mniejsze partie, organizacje kobiece, młodzieżowe, branżowe związkowe itd.).Tych części składowych w 1997r. było aż 33.Taki SLD uzyskał w pierwszych wyborach ok. 12% głosów, a w następnych-zdobywając 171 mandatów w Sejmie- był w stanie stworzyć rząd w koalicji SLD z PSL.

W łonie SdRP, którą kierowali kolejno: Aleksander  Kwaśniewski, Józef Oleksy i Leszek Miller (sekretarzem generalnym był  Krzysztof Janik) stopniowo narastały tendencje integracyjne. Spośród pięciorga ówczesnych wiceprzewodniczących partii wybranych w 1997r. (Marek Borowski-inicjator tej zmiany, Jacek Piechota, Jerzy Szmajdziński, Izabella Sierakowska i piszący te słowa) tylko ostatnia dwójka miała w tej mierze wątpliwości. Zdecydowała większość. W połowie kwietnia 1999r. zarejestrowano nową partię polityczną pod nazwą Sojusz Lewicy Demokratycznej.

O działalności, roli, sukcesach i słabościach tej partii ukażą się zapewne w przyszłości odrębne analizy. W największym skrócie rzec można, iż z jej szeregów wyszli m.in. jedyny dotychczas prezydent RP dwóch kadencji (pierwszy raz desygnowany przez SdRP) i trzech premierów. Uchwalono demokratyczną, do dziś obowiązującą Konstytucję  RP, a politycy Sojuszu wprowadzili Polskę do Unii Europejskiej.

Nie doszukując się nadmiernych analogii (niemieckie przysłowie mówi:”wszelkie analogie zawodzą”) warto zauważyć, iż główna siła lewicy przeszła drogę od partii (SdRP) przez koalicję wyborczą (SLD) do scentralizowanej partii (nowy SLD),a teraz Sojusz zdecydował się-w warunkach zagrożenia demokratycznego i sytuacji notorycznego naruszania Konstytucji RP przez PiS-wejść w skład  nowej jakościowo, niezwykle szerokiej koalicji wyborczej jaką jest Koalicja Europejska. Ale PARTIA SLD oczywiście pozostaje na scenie politycznej i z pewnością ma jeszcze do odegrania istotną rolę.

środa, 10 kwietnia 2019

ROCZNICA KATASTROFY LOTNICZEJ POD SMOLEŃSKIEM


"Ludzi jest dużo, a ludzi brak" mawiał klasyk. Gdy patrzymy dziś na listę 96 osób, które zginęły w tym tragicznym wypadku pod Smoleńskiem, to coraz bardziej ma się świadomość ogromnej straty, jaką poniosło polskie społeczeństwo.

W różnym stopniu znałem większość z nich, ale szczególnie mi bliska była trójka wybitnych polityków lewicy: Izabela Jaruga-Nowacka, Jolanta Szymanek-Deresz i Jerzy Szmajdziński. W piątek poprzedzający tę katastrofę zbiegiem okoliczności wielu z nas było na pogrzebie intelektualisty i człowieka kultury licznych talentów KTT, który odbył się na warszawskich Powązkach. Wieczorem zatelefonował do mnie Jurek Szmajdziński, aby potwierdzić nasz wspólny wyjazd spod siedziby SLD na ul. Rozbrat w Warszawie w poniedziałek bardzo wcześnie rano do Ełku i Olsztyna, na inaugurację Jego kampanii prezydenckiej. "Zamiast" tego mogliśmy już tylko w Olsztynie uczcić pamięć wszystkich ofiar.

Z tymi, którzy wówczas zginęli Polska byłaby inna, zapewne LEPSZA. Inaczej też potoczyłyby się m.in. losy lewicy. Non omnis moriar...

wtorek, 12 marca 2019

APEL DO PiS - MEDICE, CURA TE IPSUM

W końcu maja odbędą się w 27 państwach członkowskich UE wybory do 705-osobowego Parlamentu Europejskiego. Jego liczebność z obecnych 751 deputowanych zmniejszy się w związku z  wystąpieniem Wielkiej Brytanii z Unii, choć ostateczna data Brexitu, w świetle ostatnich zawirowań politycznych nad Tamizą, nie jest wciąż znana.

Konwencję wyborczą Prawa i Sprawiedliwości odbywającą się w minioną sobotę w Jasionce pod Rzeszowem dwa zjawiska zdominowały. Pierwsze to próba rządzącej w Polsce prawicy nacjonalistycznej wyznaczenia nowej linii podziału w naszym społeczeństwie. I to bynajmniej nie w kwestiach europejskich. Jarosław Kaczyński de facto uznał ,iż ma nią być obrona rodziny, a zwłaszcza dzieci rzekomo zagrożonych przez ataki środowiska LGBT. Już formuje się swoisty front obrony skupiający m.in. Kościół Rzymskokatolicki oraz urząd nowego, "egzotycznego" Rzecznika Praw Dziecka. Wydaje się, że będzie to trwały, a może nawet kluczowy, element kampanii wyborczej Zjednoczonej Prawicy w ciągu najbliższych tygodni, choć w przyjętej właśnie 12-punktowej tzw. Deklaracji Europejskiej skrywa się on pod skromnym hasłem: "Obronimy prawa rodziny do wychowywania dzieci".

Drugie zjawisko, może słabiej zauważalne w głosach premiera  Morawieckiego i prezesa PiS, ale już "rozgrywane" propagandowo, to próba przekonania obywateli, iż opozycyjna, nadal in statu nascendi na naszym gruncie, Koalicja Europejska jest swoistą zbieraniną polityczną, która po wyborach "rozpierzchnie się" do różnych frakcji parlamentarnych. Zatrzymajmy się przy tej tezie, gdyż jest ona wyjątkowo obłudna i wprost nieprawdziwa. W rzeczywistości to PiS może mieć i już ma spore kłopoty ze znalezieniem przyszłych aliantów, gdyż najważniejszych sojuszników tej partii, czyli torysów brytyjskich, wchodzących dotąd w skład (jednej z ośmiu) frakcji Konserwatystów i Reformatorów (ECR) w ogóle nie będzie w Parlamencie Europejskim. Nie jest więc wykluczone, iż rzymska fraza "Lekarzu lecz się sam" może mieć tu zastosowanie.

ROZKŁAD SIŁ

Z pewnością w państwach unijnych umocniły się w ostatnich latach tendencje oraz ugrupowania eurosceptyczne, populistyczne i nacjonalistyczne. Będą one niestety silniejsze niż dotąd, ale na szczęście nie ma mowy, aby zyskały większość. Poniekąd tradycyjnie tę większość w Parlamencie Europejskim tworzyła i tworzy koalicja Europejskiej Partii Ludowej (EPP, chrześcijańsko- demokratyczna) wraz z socjalistami (S&D), aktualnie jako Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów, którzy dysponują obecnie odpowiednio 217 i 186 mandatami. Według najnowszych sondaży (przy 705 posłach) mogą oni zdobyć odpowiednio 181 i 135 miejsc, a więc do większości niezbędna byłaby koalicja jeszcze z Liberałami i Demokratami (ALDE) i/lub z Zielonymi (prognoza odpowiednio 75 i 49 mandatów.

"Obawy" PiS, iż po wyborach majowych Koalicja Europejska się "rozleci" są zupełnie bezzasadne. W istocie status quo zostanie zachowane. Eurodeputowani z PO i PSL-jak dotąd -pozostaną w Europejskiej Partii Ludowej, zaś-podobnie- z SLD trafią do Postępowego Sojuszu  Socjalistów i Demokratów. Nowoczesna i Zieloni mają też swoje rodziny polityczne ("N"- ALD). Lepiszcze zaś wszystkich członków Koalicji Europejskiej jest wspólne:
- SILNA I NOWOCZESNA POLSKA W SILNEJ UNII EUROPEJSKIEJ, NIE OGRANICZONEJ DO CZASÓW EWG ORAZ STAWIAJĄCEJ SKUTECZNIE CZOŁA STARYM I NOWYM WYZWANIOM.

Dopiero 20 marca okaże się, czy Fidesz Orbana pozostanie w Europejskiej Partii Ludowej, czy też ją opuści bądź zostanie usunięty. Gdyby zrealizował się ten drugi scenariusz (np. w wyniku niespełnienia przez premiera Węgier warunków Manfreda Webera, kandydata EPP na nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej), to nie można wykluczyć utworzenia nowej frakcji, której  trzonem stałyby się: PiS, Fidesz i włoska Liga Matteo Salviniego. W takim przypadku ambitne plany wzmocnienia procesu integracji europejskiej (np. zarysowane w planie Macrona) byłyby zdecydowanie trudniejsze do zrealizowania.

Wszystko to rodzi kolejne niewiadome i potwierdza gorzką tezę, iż w drugiej oraz w kolejnych dekadach XXI stulecia jedyną pewną rzeczą jest NIEPEWNOŚĆ.

Prof. Tadeusz Iwiński blog, blog Iwińskiego, SLD, Iwiński SLD, Tadeusz Iwiński SLD, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Tadeusz Iwiński blog, blog tadeusz iwiński, lewica, lewicy, prof. Iwiński

środa, 6 marca 2019

EUROPEJSKIE MARZENIE PREZYDENTA FRANCJI

We współczesnym świecie targanym tyloma konfliktami oraz sprzecznościami, przepełnionym coraz wyraźniejszymi zjawiskami chaosu, rośnie zarazem tęsknota za planami i wizjami dalekosiężnymi. W istocie tak było zawsze, toteż Georges Duhamel, znany francuski pisarz, słusznie akcentował, że "nie ma wielkiego czynu, który by nie powstał z jakiegoś wielkiego marzenia". Z drugiej strony Nikołaj Gogol znany jest z gorzkiej refleksji, iż :"nie ma nic bardziej żałosnego od niespełnionych marzeń".

Jaką ogromną karierę zdobyło pojęcie "American dream", którego jednym z symboli stała się nowojorska Statua Wolności!.A przed kilku laty zrodził się ruch/obecnie partia "Gruzińskie marzenie", założony przez miliardera Bidzinę Iwaniszwiliego, który niespodziewanie (pamiętam rozmowę z nim w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy w Strasburgu) zwyciężył w 2012r. w wyborach formację Michaiła Saakaszwiliego. Co więcej to "Marzenie" do dziś sprawuje władzę w Tbilisi, choć jego lider (trochę podobnie jak Jarosław Kaczyński) nie pełni obecnie żadnych funkcji państwowych.

Piszę o tym dla banalnego przypomnienia wagi i sukcesu wspaniałego powojennego  projektu "ojców założycieli"  obecnej Unii Europejskiej- Konrada Adenauera, Jean Monneta, Roberta Schumana,Paul-Henri Spaaka i Altiero Spinelli'ego. UE bez wątpienia znajduje się dziś w sytuacji kryzysu, którego symbolami stały się Brexit oraz rosnące  tendencje nacjonalistyczne i populistyczne. Tym bardziej znaczący wydaje się ciekawy i śmiały plan, jaki Emmanuel Macron zaprezentował właśnie w mediach  28 państw członkowskich w tekście "Na rzecz europejskiego odrodzenia". Zasługuje on na poważną dyskusję, gdyż widać iż jest dość spójny i stanowi zapewne rezultat szerszej analizy teoretyków oraz praktyków francuskich.
Ta dyskusja powinna toczyć się zarówno przed niezwykle  ważnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego w końcu maja br., jak i po ich rozstrzygnięciu.

Prezydent Francji (w czasie wyborów upłyną pierwsze 2 lata jego kadencji)-często bezzasadnie wyśmiewany przez polską prawicę- wskazuje, że zdaniem wielu obywateli Europa stała się jedynie "RYNKIEM BEZ DUSZY". Podziela   de facto ten punkt widzenia, bo przecież "rynek  jest  użyteczny, ale nie może nam pozwolić zapomnieć o konieczności granic, które chronią i wartości, które łączą". Macron pisze dalej tak: "Nacjonaliści mylą się, kiedy udają,  że wycofaniem się z Europy bronią naszej tożsamości, ponieważ to właśnie cywilizacja europejska nas łączy, nas wyzwala, nas chroni"(...)MUSIMY WYMYŚLIĆ FORMY NASZEJ CYWILIZACJI W ZMIENIAJĄCYM SIĘ ŚWIECIE. Jest to czas europejskiego odrodzenia. Dlatego też, odporny na pokusy zamknięcia się w sobie i pokusy podziałów, PROPONUJĘ  WSPÓLNĄ BUDOWĘ TEGO ODRODZENIA WOKÓŁ TRZECH AMBICJI: WOLNOŚĆ, OPIEKA I POSTĘP.

Przedstawiony tekst jest "gęsty" i zawiera wiele (może nawet zbyt dużo) ciekawych oraz konkretnych propozycji. Są wśród nich: utworzenie Europejskiej Agencji Ochrony Demokracji, odnowa strefy Schengen, wspólna policja graniczna, Europejski Urząd ds. Azylowych, Europejska Rada Bezpieczeństwa Granicznego, nowe rozwiązania w zakresie polityki obronności, reforma polityki konkurencji i polityki handlowej. Co ważne-ustanowienie osłony społecznej gwarantującej każdemu pracownikowi takie samo wynagrodzenie w tym samym miejscu pracy oraz "EUROPEJSKIE WYNAGRODZENIE MINIMALNE  dostosowane do każdego kraju i omawiane zbiorowo każdego roku". Jak widać niektóre z tych propozycji są NIEMAL REWOLUCYJNE i nasuwa się naturalnie pytanie o ich realność w dającej się przewidzieć perspektywie.

Ambitne plany odnoszą się ponadto do imperatywu ochrony środowiska i właściwej polityki klimatycznej (m.in. powołanie Europejskiego Banku Klimatycznego  oraz Europejskiej Inspekcji Sanitarnej). Za trafną uważam propozycję ukierunkowania polityki Unii, "o ile zamierza  ona odgrywać rolę światową ,NA AFRYKĘ, z którą . powinniśmy zawrzeć pakt przyszłości" .Od siebie dodam, że na Czarnym Lądzie mamy obecnie 54 państwa z populacją 3-krotnie większą od tej w UE po Brexicie, zaś  wyzwania związane np. z polityką migracyjną dotyczyć będą tego właśnie kontynentu.

Francuski prezydent chciałby "kuć żelazo póki gorące" i idzie jeszcze dalej. Proponuje więc, aby do końca tego roku ,wspólnie z przedstawicielami instytucji europejskich  i państw  członkowskich zwołać Konferencję dla Europy,
Miałaby ona "zaproponować wszystkie zmiany niezbędne dla naszego projektu, bez tabu, nawet bez tabu rewizji traktatów. Konferencja ta powinna zaangażować panele  obywatelskie, wysłuchiwać pracowników akademickich, partnerów społecznych, przedstawicieli religijnych i duchowych. Zdefiniuje ona harmonogram działań dla Unii Europejskiej, przekładając  te główne priorytety na
konkretne działania".

W tym miejscu ponownie rodzi się pytanie o wykonalność takiego założenia, zwłaszcza w przewidywanym  czasie, nie mówiąc o wymaganej zgodzie przyszłych uczestników na takie procedowanie. Wystarczy przypomnieć, iż do tej pory nie udało się osiągnąć porozumienia np. ws. ostatecznych warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Nie chcę przeto być nadmiernym sceptykiem,ale lubię powiedzenie Johna F. Kennedy'ego że "lepsze są nieprzyjemne prawdy niż przyjemne iluzje".

Zbyt mało czasu upłynęło,by zanalizować reakcje na propozycje Macrona..Są one  zróżnicowane,choć raczej pozytywne,ale w sumie nie ma ich zbyt wielu,szczególnie jeśli chodzi o oficjalne stanowiska.

Donald Tusk poparł zwłaszcza propozycje mające na celu ograniczanie wpływów zagranicznych na procesy wyborcze w UE i wskazał, że kilka innych jest już " na tapecie" Komisji Europejskiej. Wicekanclerz Niemiec Olaf Scholz wyraził zadowolenie,iż  nie dominuje sceptycyzm, a  akcent położony jest na zwiększenie spójności unijnej i potrzebę konkretnych działań. Niektórzy uważają, iż proponuje się tworzenie zbyt wielu nowych instytucji. Wiceszef parlamentarnej frakcji SPD w Bundestagu Achim Post (od lat blisko współpracujący z SLD) skrytykował pasywność kanclerz Merkel w obszarze polityki unijnej i nieco złośliwie zauważył, że "w przeszłości nierzadko hamowała ona inicjatywy Macrona".

Zupełnie nie dziwi mnie, że najbardziej krytycznie, a nawet obraźliwie o planie prezydenta Francji  wypowiadają się politycy PiS i z pewnością podobna będzie reakcja całej nacjonalistycznej europejskiej prawicy. Przecież wyjściowa teza autora jest następująca: "nigdy od czasów II wojny światowej Europa nie była tak bardzo potrzebna. A jednocześnie nigdy nie była tak bardzo zagrożona", a ma na myśli jednoznacznie siły nacjonalistyczne i populistyczne, Wprawdzie nie wymienia on żadnych nazwisk, ale europoseł prof. Ryszard Legutko odczytał je w wywiadzie dla portalu wpolityce.pl sam bezbłędnie: To Jarosław Kaczyński, Victor Orban i Matteo Salvini. A propozycje Macrona są dlań :"ekspresją jakiegoś niezrównoważenia".

Ten ogromny kontrast uświadamia znaczenie stawki, o jaką toczyć się będą najbliższe wybory europejskie!


Prof. Tadeusz Iwiński blog, blog Iwińskiego, SLD, Iwiński SLD, Tadeusz Iwiński SLD, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Tadeusz Iwiński blog, blog tadeusz iwiński, lewica, lewicy, prof. Iwiński

poniedziałek, 4 marca 2019

DULKIEWICZ I SZCZERSKI

Z pierwszej niedzieli marca (poza tradycyjną Manifą) w pamięci zostaną dwa wydarzenia  mogące mieć szersze znaczenie dla krajowej sceny politycznej.

Pierwsze to wybory prezydenta Gdańska, które odbyć się musiały po tragicznej  śmierci Pawła Adamowicza. Przytłaczające zwycięstwo Jego długoletniej współpracownicy  Aleksandry Dulkiewicz jest gwarancją kontynuacji dotychczasowej linii politycznej oraz umacniania obrazu stolicy Pomorza jako miasta "wolności i solidarności". Niepokój budzi wszakże 12-procentowy wynik przedstawiciela nacjonalistycznej prawicy Grzegorza Brauna, nawet jeśli mogła go poprzeć jakaś część elektoratu PiS. Przecież na tego polityka  w wyborach na prezydenta Polski w 2015r. oddało głos zaledwie 0,83% osób.

Drugie wydarzenie to pozornie drobiazg, a mianowicie kuriozalna wypowiedź sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta dr. hab. Krzysztofa Szczerskiego na temat sytuacji nauczycieli domagających się słusznie podwyżek swoich niskich uposażeń. Jako rozwiązanie zaproponował on rezygnację  "z celibatu" jakoby powszechnego w tym środowisku, posiadanie potomstwa  i w rezultacie skorzystanie z premii 500+ na każde dziecko. Wywołało to zrozumiale oburzenie-tym bardziej, iż nauczyciele poważnie rozważają podjęcie akcji strajkowej, również w związku z chaotyczną i fatalnie przygotowaną reformą systemu edukacji. A jej autorka, niezwykle z siebie zadowolona, wybiera się na dodatek do Parlamentu Europejskiego!

Czy to niestosowne żarty czy utrata słuchu społecznego? Z pewnością jest to klasyczny przykład jaki miał na myśli już w XVI stuleciu wybitny francuski myśliciel Michel Montaigne pisząc, iż: "każdy z nas mówi czasem głupstwa, ale nieznośne są tylko głupstwa wypowiadane uroczyście". 

To zjawisko szerzy się coraz bardziej w szeregach czołowych polityków obozu rządzącego. Zwierzchnik ministra Szczerskiego prezydent Duda dopiero co obwiniał sędziów Sądu Najwyższego o działania anarchizujące, zaś premier Morawiecki w sposób niezwykle dziwaczny dawał wykładnię historii najnowszej, m.in. w odniesieniu do tzw. żołnierzy wyklętych. A przecież wciąż  pamięta się oddawanie przezeń hołdu kolaborującej z hitlerowcami Brygadzie Świętokrzyskiej. ITD, ITP...