poniedziałek, 9 września 2019

SPÓR O REPARACJE WOJENNE OD NIEMIEC

Pos. PiS Arkadiusz Mularczyk, stojący na czele parlamentarnego "Zespołu ds. oszacowania wysokości odszkodowań należnych Polsce od Niemiec za szkody wyrządzone w trakcie II wojny  światowej" (wstępny szacunek to kwota 850 mld. dol.), powiedział ostatnio  w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", iż: "dopiero wypłata Polsce odszkodowań przez Niemcy będzie oznaczać, że pomiędzy naszymi narodami doszło do faktycznego pojednania, a relacje mają charakter partnerski".

To, najłagodniej mówiąc, wypowiedź niezwykle kontrowersyjna, która dotychczas w trwającym od trzech dekad trudnym procesie porozumienia i pojednania z Republiką Federalną Niemiec nigdy nie była tak oficjalnie stawiana przez władze w Warszawie. A całe zagadnienie jest oczywiście nader złożone i niezwykle delikatne.

15 lat temu – pozornie podobnie, a jednak inaczej

Ostatnia, na pierwszy rzut oka analogiczna, dyskusja na ten temat miała miejsce niemal równo 15 lat temu, 10 września 2004r. Sejm bez głosu sprzeciwu przyjął uchwałę "w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych oraz w sprawie bezprawnych roszczeń wobec Polski i obywateli polskich wysuwanych w Niemczech". W tym 4-punktowym dokumencie akcent położono nie na żądania reparacji od RFN, lecz na odpowiedzialność odszkodowawczą władz w Berlinie, ze względu na praktyczne efekty takiego podejścia. Stwierdzono oczywiście, iż Polska nie otrzymała stosownej kompensaty finansowej za olbrzymie zniszczenia oraz straty materialne i niematerialne spowodowane niemiecką agresją, okupacją, ludobójstwem i utratą niepodległości oraz wezwano rząd do jak najszybszego przedstawienia opinii publicznej szacunku strat poniesionych przez nasze państwo i jego obywateli.

Jednak kluczowy był apel do rządu Republiki Federalnej Niemiec o uznanie bezzasadności i bezprawności niemieckich żądań odszkodowawczych przeciwko Polsce, a także o zaprzestanie kierowania na drogę sądową lub administracyjną tych obywateli niemieckich, którzy ponieśli szkody wskutek przesiedleń i utraty majątku wynikających z postanowień Umowy Poczdamskiej oraz późniejszych procesów repatriacyjnych.

wtorek, 3 września 2019

DWIE TWARZE NIEMIEC

Mimo odwołania przez Donalda Trumpa wizyty w Warszawie i braku zaproszenia dla Władimira Putina, obchody 80. lecia wybuchu II wojny światowej bez wątpienia były istotnym wydarzeniem politycznym. Niektórzy goście zagraniczni ten czas wykorzystali na głębsze zapoznanie się z Polską, jak choćby hiszpański minister spraw zagranicznych i przyszły szef dyplomacji europejskiej Josep Borrell, który przyjechał na 4 dni i m.in. udał się do Treblinki. 

Cały czas powinniśmy pamiętać, iż data 1 września 1939r. NIE jest powszechnie przyjmowana za początek największego dotąd (i oby tak na zawsze zostało!) konfliktu globalnego. Dla niektórych historyków (i nie tylko z Italii) jest nią inwazja faszystowskich Włoch na Abisynię (Etiopię) w 1935r. Z kolei dla Rosjan Wielka Wojna Ojczyźniana zaczęła się od ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR 22 czerwca 1941r., a dla USA od japońskiego ataku na Pearl Harbor na hawajskiej wyspie Oahu 7 grudnia 1941r. 

Frank-Walter Steinmeier w Warszawie 01.09.2019 r.
Tegoroczne obchody zapadną na długo w pamięć ze względu na wyjątkowe wystąpienie prezydenta RFN Franka-Waltera Steinmeiera w Wieluniu, wygłoszone częściowo po polsku, a nawiązujące do historycznych słów kanclerza Willy Brandta z grudnia 1970r.Prezydent, cytujący także Miłosza, mówił m.in.: "Państwo niemieckie zawsze będzie wdzięczne za to, że zostało ponownie przyjęte do grona Europejczyków po tym, co Niemcy wyrządzili mieszkańcom Wielunia oraz milionom ludzi na naszym kontynencie. Niemcy zawsze będą wdzięczne za walkę Polaków o wolność, która zerwała żelazną kurtynę i utorowała drogę do zjednoczenia Europy". Trzeba też zaakcentować obecność kanclerz Angeli Merkel w Warszawie. To wyjątkowa rzecz, iż dwójka najważniejszych polityków niemieckich razem udała się za granicę- do Warszawy. Ta twarz Niemiec-najważniejszego gospodarczego i kluczowego partnera politycznego Polski-uwydatniła się z całą mocą. 

Zupełnym zbiegiem okoliczności tego samego dnia, 1 września br., w dwóch landach na terenie byłej NRD-w Brandenburgii oraz w Saksonii-odbywały się wybory do regionalnych parlamentów (landtagów). Istniały poważne obawy, iż rosnąca w siłę eurosceptyczna, nader konserwatywna i antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec (AfD) może pokonać dwie główne, tradycyjne partie-chadecką (CDU) i socjaldemokratyczną (SPD). Ta formacja, której część członków ma za sobą przeszłość neonazistowską, jest już od 2 lat reprezentowana w Bundestagu i dysponuje 92 mandatami spośród 709..Sięga po hasła populistyczne i antysystemowe, opowiadajac się m.in, za rozstrzyganiem ważnych kwestii w drodze referendów. Paliwem dla jej pozycji jawi się wciąż obecne w części społeczeństwa przekonanie, że mieszkańcy byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej są obywatelami "drugiego sortu" w stosunku do mieszkańców 10 zachodnich landów. 

AfD, będąca zupełnie inną twarzą Niemiec, wprawdzie umocniła w wyborach swą pozycję i w obu landach stała się drugą co do znaczenia siłą polityczną, ale do tej pory nigdzie na szczęście nie wygrała. W 4-milionowej Saksonii (ze stolicą w Dreźnie i z ważnym Lipskiem) zdobyła 27,5%,poprawiając swój rezultat niemal trzykrotnie w ciągu minionych 5 lat. Tam tradycyjnie dominują chrześcijańscy demokraci z popularnym premierem landu Kretschmerem, który niedawno spotkał się w Moskwie z Putinem, Zaprosił go do dobrze mu znanego Drezna i otwarcie mówi o celowości zniesienia unijnych sankcji wobec Rosji. Z kolei w 2,5 mln Brandenburgii (ze stolicą w Poczdamie) najsilniejsza jest SPD, ale koalicja rządząca musi objąć co najmniej 3 ugrupowania. W tej części Niemiec praktycznie wyeliminowani zostali Wolni Demokraci (FDP) i słabi są Zieloni-w odróżnieniu od zachodnich landów. 

Jak widać sytuacja polityczna u naszych zachodnich sąsiadów jest dość dynamiczna i wymaga stałej obserwacji. Już wkrótce-bo w listopadzie tego roku-miną trzy dekady od upadku muru berlińskiego. To wydarzenie i poprzedzające je procesy, które zachodziły w Polsce były i są ze sobą ściśle powiązane. To wtedy ostatecznie ukształtowało się nowe oblicze zjednoczonych Niemiec tak obustronnie korzystne.

niedziela, 1 września 2019

BERLIN - WARSZAWA

Ważne słowa prezydenta Niemiec wypowiedziane w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej w Wieluniu-najpierw po niemiecku,a następnie po polsku: "Chylę czoła przed ofiarami ataku na Wieluń,chylę czoła przed ofiarami niemieckiej tyranii. Proszę o przebaczenie". 

Frank Walter Steinmeier - socjaldemokrata, były szef Urzędu Kanclerskiego i dyplomacji niemieckiej, a od 2 lat głowa państwa - okazuje się godnym następcą - kanclerza Willy Brandta, który w grudniu 1970r., w trakcie wizyty w Warszawie kładł podwaliny pod nową jakość naszych stosunków dwustronnych. I za swą Ostpolitik został uhonorowany pokojową Nagrodą Nobla.

niedziela, 25 sierpnia 2019

DLACZEGO NIE KANDYDUJĘ W NAJBLIŻSZYCH WYBORACH PARLAMENTARNYCH?

List otwarty do Włodzimierza Czarzastego

Szanowny Kolego Przewodniczący,

W ostatnich dniach otrzymuję wiele pytań  -bezpośrednich, telefonicznych oraz mailowych sprowadzających się do tego czy kandyduję w wyborach do Sejmu i Senatu 13 października br.? Odpowiadam otwarcie i ze smutkiem, że chyba nie, ponieważ - ku memu zaskoczeniu i mimo poparcia ze strony struktur SLD na Warmii i Mazurach (m.in. w Olsztynie, Kętrzynie, Szczytnie, Elblągu i Ostródzie) - moje nazwisko nie znalazło się dotąd na listach kandydatów.

Zachowując skromność (choć pamiętam o celnej frazie austriackiej pisarki Marie von Ebner Eschenbach, że „uświadomiona skromność przestaje być skromnością”) pragnę zauważyć, iż jestem jedynym przedstawicielem lewicy (a w ogóle jedną z dwóch osób w Polsce), który dotychczas we wszystkich OŚMIU demokratycznych wyborach do Sejmu-poczynając od roku 1991- uzyskiwał liczbę głosów niezbędną do zdobycia mandatu posła. Zawsze na Warmii i Mazurach. W ostatnich wyborach w 2015r. nie mogłem jednak tego mandatu objąć ponieważ Zjednoczona Lewica nie przekroczyła wymaganego progu 8%. Sam przy tym otrzymałem tyle głosów na liście ZL w Olsztynie ile pozostałe na niej osoby razem wzięte, z których część teraz też ma kandydować  na czołowych miejscach.

To nie czas, by pisać o własnych dokonaniach, bowiem zawsze można było zrobić więcej. Wspomnę jedynie o pracy w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, wieloletnim zaangażowaniu w działalność Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu, czy o udziale w głównych negocjacjach ws. akcesji Polski do Unii Europejskiej. Od dawna wyrażałem gotowość kandydowania także w tych wyborach-albo w okręgu 35 (Olsztyn) albo 34 (Elbląg) i to z dowolnego miejsca na liście Lewicy. To niezbyt duże okręgi (odpowiednio 10 i 8 mandatów), w których bardzo trudno o sukces. Zawsze przy tym, tak w SdRP, jak i w SLD, zachowywałem się bardzo lojalnie wobec własnej formacji.

Szanowny Włodzimierzu,

Szczerze mówiąc nie pojmuję dość arbitralnie podjętej decyzji uniemożliwiającej mi udział w wyborach i uważam ją za błędną To głosujący ostatecznie decydują, a ich wyrok będzie ostateczny. Skoro panuje  niemal powszechna zgoda, że zbliżające się wybory są najważniejsze dla Polski od 30 lat, to musi  bezwzględnie obowiązywać zasada: ”wszystkie ręce na pokład”. W naszych rozmowach usłyszałem głównie kierowany do mnie argument ”Czas na zmiany”. Tak - te zmiany już zachodzą: powstał nowy, trójczłonowy blok Lewicy trójpokoleniowej, a dopiero co przyjęto na Konwencji  ciekawy i śmiały program.

Ale finalnie, przy urnie, liczy się siła przyciągania głosów przez poszczególnych kandydatów. I wszyscy, którzy nią dysponują powinni być wykorzystani - bez kombinowania kto komu na liście może „zaszkodzić”. Dlatego postawiłem się do dyspozycji jako przedstawiciel pierwszego pokolenia.

Z życzeniami wspólnego sukcesu

Prof. dr hab. Tadeusz Iwiński       

Warszawa 25 VIII 2019

niedziela, 18 sierpnia 2019

STALOWA WOLA - BASTION PIS

W tym 60-tys. mieście, trzecim co do wielkości na Podkarpaciu i w ogóle największym w jakim rządzi PiS,odbył się dziś ostatni przed wyborami piknik rodzinny tej partii. Przy dużej frekwencji, dobrze zorganizowany - z udziałem prezesa Kaczyńskiego, szefa rządu, który wyraźnie polubił wystąpienia wiecowe, oraz byłej premier Szydło.

Mówcy chwalili dokonania minionych 4 lat, a także dziękowano metropolicie krakowskiemu, abp. Jędraszewskiemu za "obronę rodziny i Kościoła". Potwierdza się więc ostatecznie, iż atak na rzekomą ideologię i środowiska  LGBT będzie do końca trwałym elementem kampanii polskiej nacjonalistycznej prawicy. Oznacza to, że  w istocie mamy do czynienia z naruszaniem art. 32 Konstytucji RP stwierdzającym, iż "nikt nie może być dyskryminowany w  życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny".

PiS oficjalnie akcentuje skromność, a nawet pokorę, ale z wygłoszonych wystąpień przebijał nieskrywany triumfalizm. Morawiecki mówił przecież nie tylko  o perspektywie rządów  w ciągu najbliższych 4 lat, ale kolejnych 8,12 itd.! Warto zatem pamiętać, iż TRIUMFALIZM pogrążył wiele partii. Także w Polsce w ciągu minionych trzech dekad i to partii nader różnych orientacji, m.in. dlatego, że - jak pisał Johann Wolfgang Goethe: "Największe trudności znajdują się tam, gdzie ich nie szukamy". A sama Stalowa Wola przeżywa kłopoty. Od kilku lat zmniejsza się liczba mieszkańców, choć jeszcze dekadę temu liczono na rychłą perspektywę osiągnięcia 70 tys. Problemy mają też niektóre zakłady przemysłu ciężkiego.

czwartek, 15 sierpnia 2019

KONTROWERSJE WOKÓŁ STANU POLSKIEJ ARMII

W związku z setną rocznicą wybuchu I Powstania Śląskiego główne obchody Święta Wojska Polskiego i tradycyjna defilada odbyły się w w tym roku w Katowicach. To zawsze ważne wydarzenie przyciągające mnóstwo widzów. Od razu rodzą się wątpliwości - dlaczego w ub.r., w rocznicę JEDYNEG0 ZWYCIĘSKIEGO POLSKIEGO POWSTANIA - Wielkopolskiego - analogicznych wydarzeń nie zorganizowano w Poznaniu?

Ale z pewnością, w sytuacji wzrostu rozmaitych zagrożeń ważniejsza jest dyskusja nt. stanu naszej armii. Oficjalny przekaz jest optymistyczny. Ale różnych wątpliwości i krytyki nie brakuje. Np. już jakiś czas temu gen. Tomasz Drewniak oceniał, iż w razie wojny z przeciwnikiem ze Wschodu polskie lotnictwo może wytrzymać zaledwie kilka godzin. Z kolei gen. broni, dr Mirosław Różański, były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, wielokrotnie akcentował, że nie dysponujemy nowymi zdolnościami bojowymi. Oficjalny przekaz jest raczej optymistyczny, ale np. szamotanina z zakupami sprzętu wojskowego, m.in. z Francji, za rządów w MON min. Macierewicza, pogłębiła tylko niezadowalający stan rzeczy.

Eksperci oceniają, że bodaj najgorsza sytuacja utrzymuje się w Marynarce Wojennej, zaś najlepsza-w Wojskach Specjalnych. Lotnictwo dysponuje 48 samolotami F16, ale ponoć przynajmniej część z nich nie nadaje się do lotów. Ponadto, podobnie jak w policji, w armii jest też ok. 5 tys. wakatów. Choć jesteśmy jednym z zaledwie 6 państw NATO, które na obronę przeznaczają ponad wymagane  2% PKB, ale w tej kwocie mieszczą się (skądinąd potrzebne) stosunkowo niedawno kupione, samoloty dla VIP-ów.
Tak czy inaczej w tym obszarze pozostaje wciąż bardzo dużo do zrobienia oraz do wyjaśnienia.

TUNEZJA - UDANY MODEL DEMOKRACJI

W wielu państwach świata widoczny jest pogłębiający się spór między klasycznym modelem demokracji liberalnej a nowym autorytaryzmem. Chodzi nie tylko o Europę - Węgry, Polska, Włochy, leżąca na granicy dwóch kontynentów Turcja, ale też m.in. Rosja, Chiny, Brazylia, Wenezuela. Elementy tego procesu widoczne są nawet w Stanach Zjednoczonych.

Niewiele jest przykładów odwrotnych, gdzie demokracja liberalna wyraźnie bierze lub wzięła górę. Nieco paradoksalnie swoistym tego modelem może być znana wielu Polakom z wyjazdów turystycznych 12-milionowa Tunezja. To od tego kraju zaczęła się "arabska wiosna" w styczniu 2011r. i de facto tylko tam przetrwała, zaś najtragiczniej przekształciła się ona w krwawą wojnę domową z czynnym udziałem wielkich mocarstw (Rosja i USA) oraz mocarstw regionalnych (Turcja) - w Syrii. 
 
Ponad 8 lat temu obalony został prezydent Ben Ali rządzący w latach 1987-2011, który - co ciekawe - przez kilka lat pełnił funkcję ambasadora Tunezji w Warszawie. Do dziś żyje w stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadzie, a  ostatnio (niezbyt realistycznie) zapowiedział powrót do Tunisu. Niedawno zmarł w wieku 92 lat pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Tunezji Beji Caid Essebsi, stąd wcześniejsze wybory głowy państwa (5 września). A jeszcze w tym roku odbędą się też regularne wybory parlamentarne; zgodnie z konstytucją z 2014r. kraj jest republiką parlamentarną.

Oznaką demokracji jest np. fakt, iż do wyborów prezydenckich zgłosiło się aż 97 kandydatów! Ostatecznie zarejestrowano 26, w tym obecnego, młodego premiera Yussufa Shaheda (43 l.). Stabilność polityczna wynika z zawartego między głównymi partiami politycznymi (w tym islamistycznymi) swoistego "kompromisu historycznego". Stąd koalicyjny rząd  gwarantuje tę stabilność. Naturalnie, iż Tunezja, żyjąca głównie z rolnictwa oraz turystyki, nie jest rajem i ma swoje problemu finansowe (pewna deprecjacja dinara) oraz gospodarcza. Ale mimo to wyróżnia się korzystnie na tle Bliskiego Wschodu oraz Afryki.

wtorek, 13 sierpnia 2019

BURZLIWE PROTESTY W HONGKONGU I SPOKÓJ W MAKAU

Oba te terytoria, które miałem okazję odwiedzać, gdy należały jeszcze odpowiednio do Wielkiej Brytanii i Portugalii, należą do najciekawszych miejsc na  świecie. Oddalone od siebie o 60 km, położone u ujścia Rzeki Perłowej, nad Morzem Południowochińskim, od końca XX stulecia są Specjalnymi Regionami Autonomicznymi Chin. W pewnym sensie, podobnie jak w przypadku Tajwanu, odnosi się do nich zasada: "jeden kraj, dwa systemy".

Ale to trochę Dawid i Goliat. 8-milionowy Hongkong (po chińsku "pachnący port") to wielkie centrum finansowe i gospodarcze, o znaczeniu globalnym. Wciąż dość spokojne Makau (po chiń. Aomen), o powierzchni zaledwie 30 km kw., z populacją ok. 600 tys. mieszkańców, to najgęściej zaludnione miejsce ma Ziemi. Potęgą jest tylko w jednej dziedzinie - HAZARDU. Obroty tamtejszych kasyn są kilkakrotnie wyższe od Las Vegas!! (w HK ta działalność jest zakazana). A do tego dochodzą wyścigi psów i wyścigi samochodowe.
Hongkong
Hongkong był wydzierżawiony Brytyjczykom na 99 lat; wrócił do macierzy w 1997 r. (Makau 2 lata później). Od 10 tygodni trwają protesty na dużą skalę, połączone ze strajkami, a nawet rodzajem blokady lotniska - jednego z najważniejszych w Azji. Powodem jest projekt legislacji która miałaby zezwolić na ekstradycję mieszkańców podejrzanych o przestępstwa kryminalne do Chin kontynentalnych. Do tego dochodzą żądania dymisji szefowej regionalnej władzy wykonawczej Carrie Lam.

Prawdopodobnie prace nad wspomnianym projektem będą zawieszone, ale ujawniły się napięcia społeczne o skali dotąd nie występującej. Władze w Pekinie doszukują się analogii tej sytuacji do tzw. kolorowych rewolucji w Rosji, do których dochodziło zwłaszcza w niektórych republikach po rozpadzie ZSRR. Sugerują też "ślad amerykański". Wszystko to stanowi dodatkowy element w coraz bardziej napiętych stosunkach USA-Chiny.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

PREZES PiS w DYGOWIE - PRZEWROTNOŚĆ I OBŁUDA

W minioną sobotę w niewielkiej gminie wiejskiej Dygów pod Kołobrzegiem odbył się kolejny Piknik Rodzinny, którego głównym gościem był Jarosław Kaczyński. Zwrócił się on, co zrozumiałe, o poparcie dla swojej formacji w nadchodzących wyborach parlamentarnych, a także – wychwalając obecnego prezydenta – apelował o reelekcję Andrzeja Dudy w przyszłym roku i to "najlepiej w I turze". Dotychczas udało się to tylko Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w 2000 r.

Ale najważniejsze nastąpiło później. Prezes mówił twardo o konieczności zmiany Konstytucji RP na "potrzebną", tym samym dezawuując obecnie obowiązującą ustawę zasadniczą, przyjętą w ogólnokrajowym referendum w 1997 r. Ta nowa ma jakoby gwarantować "prawdziwą demokrację", "prawdziwą praworządność" i "prawdziwą równość". Dla mnie- jako jednego z 56 członków Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, która w latach 1993-1997 wypracowała projekt aktualnej konstytucji-te słowa to nie tylko kuriozum, ale i zupełne qui pro quo.

Rzecz w tym, iż ta obecna generalnie sprawdziła się, choć oczywiście nie jest idealna (np. nie mogło w niej być jeszcze odniesień do UE; dziś wydaje się również trochę przegadana: ma aż 243 artykuły). Co więcej, to PiS wielokrotnie ją naruszał (korzystając z posiadanej większości i w Sejmie i w Senacie), co potwierdzały też opinie organów Rady Europy oraz zastrzeżenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Szereg postępowań w tej materii trwa. Tylko w niektórych przypadkach udało się temu zapobiec, jak choćby z próbą skrócenia 6-letniej Kadencji I Prezesa Sądu Najwyższego, gwarantowanej art. 183.

Użyłem w tytule dość wyważonych słów :"przewrotność" i "obłuda". W Słowniku  synonimów języka polskiego znajdziemy szereg innych, często ostrzejszych określeń na omawiane zjawisko polityczne, np.: "dwulicowość", "faryzeuszostwo", "kuglarstwo", a nawet "perfidia". Na szczęście niewielkie są szanse polskiej prawicy na zmianę obecnej konstytucji, co wymaga zwłaszcza większości 2/3 głosów w Sejmie. I to niezależnie od tego-jak barwnie rzecz ujął-Michał Szułdrzyński -"czy Gulfstreamy staną się ośmiorniczkami PiS". Z tego punktu widzenia sytuacja z demokracją nad Wisłą jest lepsza niż np. na Węgrzech, gdzie premier Orban dysponuje taką większością konstytucyjną.

Ponad 350 lat temu wybitny francuski myśliciel książę Francois de la Rochefoucauld napisał, iż "obłuda jest hołdem, jaki WYSTĘPEK oddaje CNOCIE". Ale to chyba nie jest polski przypadek.

czwartek, 1 sierpnia 2019

OD BRANDTA DO MAASA

Dziś (1 sierpnia) Polacy nie tylko w stolicy, obchodzili rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Spory o jego sens i ocenę będą toczyły się jeszcze długo. Miało trwać tydzień, a nie ponad dwa miesiące. Zginął kwiat młodzieży i generalnie ok. 180 tys. cywilów. Po upadku Powstania wypędzono pół miliona ludzi, a lewobrzeżna Warszawa została niemal zrównana z ziemią.

Tego dnia oficjalną wizytę składał w Polsce szef dyplomacji Niemiec, dość młody polityk (53 l.), socjaldemokrata Heiko Maas. Wspominam o wieku ponieważ przez długi czas toczyły się dyskusje o tym - czy wraz z odchodzeniem nad Renem pokolenia, które pamięta II wojnę światową młodsi politycy będą kontynuowali linię kanclerza Willy Brandta, który 7 grudnia 1970 r. ukląkł przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, prosił o wybaczenie i zainicjował długi oraz trudny proces pojednania obu naszych społeczeństw.

Moim zdaniem Heiko Maas we właściwy sposób idzie drogą Brandta. Akcentował mocno odpowiedzialność państwa niemieckiego za zbrodnie i okrucieństwa oraz jasno stwierdził, że jest mu wstyd "za to, co Niemcy wyrządzili Polsce".

Heiko Maas (SPD), szef MSZ RFN
W trakcie spotkania z młodzieżą w Muzeum Powstania Warszawskiego użył ładnej formuły, iż dla Niemców "to wielkie szczęście, że możemy żyć z Polakami jako równi partnerzy w zjednoczonej Europie". Opowiedział się ponadto za tym, by wreszcie w RFN powstało miejsce pamięci ofiar wojny i okupacji w Polsce, które stanowiłoby znaczący gest pojednania.

Szereg razy, m.in. w Sejmie, mówiłem o istotnej triadzie występującej w tego rodzaju sytuacjach: "POROZUMIENIE – POJEDNANIE – WYBACZENIE". To skomplikowane i długotrwałe  procesy, na ogół nie poddające się schematycznym ujęciom. Porozumienie generalnie w stosunkach polsko-niemieckich mamy już za sobą, co nie znaczy, że występować już nie mogą znaczące różnice zdań w niektórych kwestiach (vide Nord-Stream 2, czy reparacje). Berlin jest dla Warszawy głównym partnerem gospodarczym (obroty ponad 110 mld. euro) i jednym z kluczowych partnerów politycznych. Proces pojednania jest bardzo zaawansowany, zaś co do wybaczenia to nie ma jednoznacznych jego mierników, ale z pewnością w miarę upływu czasu ono też postępuje.

Polacy słusznie szczycą się tym, że nie mieliśmy nigdy swojego Quislinga (trochę już zapomniany polityk norweski kolaborujący z Hitlerem, który w 1940 r. ogłosił się premierem). Stąd trudno pojąć zapowiedź objęcia patronatem przez prezydenta Dudę uroczystości 75. rocznicy utworzenia Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych – blisko współdziałającej z Wehrmachtem. PAD idzie więc fałszywym śladem obecnego premiera, który półtora roku temu, w trakcie pobytu w Monachium, składał kwiaty na grobach  żołnierzy tej Brygady. Z pewnością dziwią się temu wielce nie tylko żyjący jeszcze powstańcy, ale także sami Niemcy.

środa, 31 lipca 2019

INNY BIAŁYSTOK

300-tysięczna stolica Podlasia (pod względem populacji niedawno wyprzedziła Katowice), miasto wielokulturowe, pokazała dziś swe inne-tolerancyjne-oblicze. Po 8 dniach od Marszu Równości, w trakcie którego doszło do zamieszek i aktów brutalności wobec przedstawicieli mniejszości seksualnych, odbyła się tam spokojna manifestacja pod hasłem "Polska przeciw przemocy". Powiało ostrożnym optymizmem.

Do rangi symbolu urasta to, że owo wydarzenie zorganizowały 3 ugrupowania lewicowe-Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna i Partia Razem, których liderzy: Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń oraz Adrian Zandberg zabierali głos w tym samym duchu. Przeciw dyskryminacji,za tolerancją, równym traktowaniem oraz przestrzeganiem Konstytucji RP.

To również dobry prognostyk przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, gdyż wspólny start lewicy w październiku wyraźnie zwiększyłby szanse tej formacji. Wiadomo, iż lewica społeczna nad Wisłą stanowi znaczącą siłę, zaś z lewicą polityczną bywa różnie..Często bywała ona podzielona,a niekiedy sprawdzało się nawet gorzkie i ironiczne powiedzenie -"więcej wodzów niż Indian".

Wnioski należy wyciągać choćby z ostatnich wyborów do Sejmu i Senatu 25 października 2015r.Wtedy Zjednoczona Lewica (SLD i 4 mniejsze ugrupowania) zarejestrowała się (błędnie) jako koalicja z progiem 8-procentowym. Niestety uzyskała tylko 7,55% głosów (1,15 mln). Na Partię Razem idącą -wbrew nazwie-osobno oddano 3,62% głosów (ponad pół miliona). W sumie do kosza wyrzucono prawie 1,7 mln głosów zwolenników lewicy i TYLKO DLATEGO Prawo i Sprawiedliwość (Zjednoczona Prawica) zdobyła samodzielną większość w Sejmie.

Gdyby obie formacje połączyły swe szeregi, w Sejmie lewica dysponowałaby 47 mandatami, zaś losy naszego kraju w ostatnich 4 latach wyglądałyby inaczej... Stare powiedzenie mówi, iż: "najmądrzejsi uczą się tylko na cudzych błędach, rozsądni-na błędach innych i własnych,a najgłupsi na żadnych. Wnioski nasuwają się przeto same!

czwartek, 25 lipca 2019

WYDARZENIA W BIAŁYMSTOKU A KONSTYTUCJA RP

Sobotnie wydarzenia w stolicy Podlasia,gdy pokojowy Marsz Równości (dla skrajnej prawicy,a nawet części prawicy umiarkowanej,nie mówiąc o kibolach, był to swoisty marsz dewiantów dążących do podważenia podstaw naszej cywilizacji oraz narodowej religii) spotkał się z brutalnymi aktami przemocy ze strony chuliganów i awanturników.Oliwy do ognia dodało niefortunne oświadczenie metropolity białostockiego oraz słabo kamuflowane poparcie dla takich poczynań ze strony lokalnych i regionalnych polityków PiS.
A nowy minister edukacji swymi pokrętnymi wypowiedziami  o całej sprawie szybciej zasłużył na wniosek o odwołanie niż jego niesławna poprzedniczka.

Czy to wszystko może być jakimś katharsis dla sporej części społeczeństwa na  niecałe 3 miesiące przed wyborami parlamentarnymi? Trudno powiedzieć,bowiem takie procesy na ogół nie zachodzą szybko.Z pewnością natomiast znów dużo straciliśmy w opinii międzynarodowej,gdyż obraz kraju nad Wisłą dodatkowo się pogorszył.Nie istnieje-wbrew silnie propagowanym tezom- żadna ideologia LGBT. Chodzi tylko o poszanowanie praw mniejszości,co jest sensem demokracji, zwłaszcza w ujęciu Rady Europy.Większość decyduje,ale powyższy warunek to conditio sine qua non uznania danego państwa za demokratyczne.Nota bene mało kto zauważył,iż to na terenie ambasady Kanady,znajdującej się obok Sejmu, zawisła najpierw tęczowa flaga,a dopiero później dołączyli do tego Amerykanie.Zresztą rozmaite rozwiązania kanadyjskie są niezwykle ciekawe i mało znane. Np. ilu naszych polityków wie,że tak wyśmiewana przez rodzimą prawicę (szczególnie w kontekście przyjmowania bądż nie uchodźców i  migrantów) WIELOKULTUROWOŚĆ wpisana jest do konstytucji kraju Klonowego Liścia? Raczej nie należy do tego grona PiS-owski wiceprezydent Gdyni wypowiadający głupie i rasistowskie uwagi nt. ludności Afryki.

To co wydarzyło się w Białymstoku to oczywista dyskryminacja mniejszości seksualnych.Ta i inne rodzaje dyskryminacji (np. ze względu na płeć,kolor skóry czy wiek) to rodzaj wykluczenia społecznego,które należy zwalczać.W prawie unijnym i szerzej w prawie międzynarodowym, znajdują się uniwersalne oraz regionalne systemy ochrony praw człowieka gwarantujące instrumenty przeciwdziałania wszelkiego rodzaju dyskrymi-nacji.Zakaz dyskryminacji oraz zasada równego traktowania obywateli to dwa fundamenty funkcjonowania współczesnych systemów politycznych.

Jako członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego (1993-1997),która przygotowała projekt ustawy zasadniczej, przyjętej następnie w referendum ogólnokrajowym,pozwolę sobie przypomnieć odnośne zapisy z rozdziału II "Wolności,prawa i obowiązki człowieka i obywatela".W omawianym kontekście kluczowy jest art. 32 Konstytucji:"1.Wszyscy są wobec prawa równi.Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.2.Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny". Tymczasem Tomasz Nałęcz przedstawił w TVN ciekawą i daleko idącą,kontrowersyjną tezę,że obecnie społeczność LGBT w Polsce jest traktowana przez rządzących w stopniu zbliżonym do tego, jak podchodzono przez długie lata (np. przed II wojną światową) do mniejszości żydowskiej.

Ponieważ polska prawica marzy od dawna o uchwaleniu nowej konstytucji (jej projekt-kiedyś na stronie PiS-został skutecznie "schowany") lub co najmniej dokonaniu w obecnej szeregu zmian, to warto zaakcentować,iż zmiany zapisów w rozdziale II Konstytucji (a także I i XII) wymagają specjalnej procedury.Otóż 1/5 ustawowej liczby posłów,Senat lub Prezydent RP mogą zażądać przeprowadzenia referendum zatwierdzającego.W sumie więc-na szczęście-nie jest łatwo dotychczasowe, dobre zapisy usunąć.

poniedziałek, 22 lipca 2019

PiS ZŁAMAŁ KONSTYTUCJĘ

Dr Michał Wójcik-sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości i wiceprzewodniczący Sprawiedliwej Polski - w dzisiejszym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" utrzymuje-wbrew faktom-"nie złamaliśmy żadnego przepisu konstytucyjnego". Jako członek Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, która w  latach 1993-1997 przygotowała projekt ustawy zasadniczej, przyjęty następnie w ogólnokrajowym referendum, zdecydowanie się z tym nie zgadzam.

Weźmy przykład pierwszy z brzegu-odnoszący się do tzw. reformy systemu sądownictwa, która ostatecznie okazała się (podobnie jak w przypadku systemu oświaty) DEFORMĄ. Art. 187 pkt 2 Konstytucji mówi, że Sejm wybiera do Krajowej Rady Sądownictwa czterech członków spośród posłów. Tymczasem wybrano ich kilkunastu, co miało nader negatywne następstwa, a do dziś nie można się nawet dowiedzieć kto personalnie ich rekomendował! Przez długi czas PiS dążył kuriozalnie do skrócenia kadencji Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego pani prof. Gersdorf, choć art. 183 pkt 3 określa tę kadencję jednoznacznie na 6 lat.

Powtarzająca się "śpiewka"- także dziś "nucona" przez pana wiceministra - to odnoszenie się do modelu niemieckiego czy hiszpańskiego. Ale to argument "ni priczjom", jak mawiają Rosjanie. Chodzi bowiem o to, że w tamtych państwach rozwiązania konstytucyjne są inne niż w Polsce, stąd wszystko odbywa się w majestacie prawa. "Sapienti sat!"