poniedziałek, 20 maja 2019

PERSONALIA W UE. UMOCNIENIE POZYCJI TIMMERMANSA


Unia Europejska znajduje się na politycznym zakręcie i musi stawiać czoła wielu wyzwaniom-zarówno starym, jak i nowym (m.in. wyraźny wzrost sił populistycznych+nacjonalistycznych, rozwiązanie kwestii Brexitu). To dość banalne stwierdzenie. Po wyborach do Parlamentu Europejskiego (nad Wisłą - 26 maja) pierwszą kwestią, tylko na pozór techniczną, będzie obsada personalna kluczowych stanowisk w UE. To nader trudne zadanie w związku z potrzebą zapewnienia swoistej równowagi przedstawicieli "starych" i "nowych" członków, reprezentantów głównych rodzin politycznych, uwzględnienia kryterium płci, geograficznego itd.

Na niedawnym szczycie unijnym w rumuńskim Sibiu (Sybinie) Donald Tusk, jako przewodniczący Rady Europejskiej, wyraził nadzieję, iż uda się już czerwcu uzgodnić kandydatury następców, co jest możliwe, ale wysoce niepewne. Chodzi nade wszystko o funkcje przewodniczących: Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Wysokiego Przedstawiciela ds. Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa (kierującego też dyplomacją unijną) oraz szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem.

Prawdą jest, iż unijne traktaty nie przesądzają jednoznacznie o sposobie wyłaniania przewodniczącego Komisji Europejskiej – de facto najważniejszej osoby w UE. Kandydata wybiera Europarlament (większością głosów) na wniosek Rady Europejskiej, a więc organu składającego się z szefów rządów lub państw. Ten ostatni przypadek dotyczy aktualnie Francji, Rumunii i Litwy, co niekiedy może prowadzić do wewnętrznych konfliktów politycznych (vide formalny "spór o samolot" przed laty między PO a PiS na tle reprezentacji na szczytach w Brukseli). Niektóre z powyższych stanowisk można piastować też przez pół kadencji (2,5 roku), co się jednak zdarza dość rzadko.

DEBATY KANDYDATÓW

W Parlamencie Europejskim (który niestety nie dysponuje inicjatywą ustawodawczą, ale jego rola stopniowo rośnie) istnieje obecnie 8 frakcji. W tym tygodniu przedstawiciele 6 z nich, w większości tzw. Spitzenkandidaten, a więc kandydaci na szefa Komisji (to pojęcie ukuto przed 5 laty i właśnie wtedy Jean-Claude Juncker, długoletni premier Luksemburga, jako reprezentant chadeckiej EPP stanął na czele Komisji, czyli swego rodzaju rządu UE) odbyli publiczną, ciekawą debatę.

Debata kandydatów na szefa Komisji Europejskiej.
Wzięli w niej udział: Manfred Weber – od 15 lat niemiecki eurodeputowany, w imieniu Europejskiej Partii Ludowej, Frans Timmermans, obecnie I wiceprzewodniczący Komisji, z ramienia Partii Europejskich Socjalistów, Dunka Margrete Vestager z Porozumienia Liberałów i Demokratów, aktualna komisarz ds. konkurencji, Czech Jan Zahradil z Porozumienia Konserwatystów i Reformatorów (do tej frakcji należy PiS), Ska Keller z Zielonych oraz Hiszpan Nico Cue (z zawodu hutnik) z frakcji Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy. Realnie biorąc tylko pierwsza trójka ma szanse na wybór, choć – jak wspomniano – nie ma żadnego automatyzmu, a ogromną rolę odgrywają szefowie państw i rządów.

Bardzo dużo miejsca poświęcono migracji. Weber podkreślał, iż to państwa, a nie przemytnicy muszą decydować kto udaje się do Europy, stąd imperatyw odzyskania pełnej kontroli nad granicami. Niemal wszyscy mówili o potrzebie solidarności oraz o humanitarnej odpowiedzialności w sytuacji, gdy zmiany klimatyczne i gospodarcze wpływają na procesy migracyjne. Powróciła teza o potrzebie wielkiego "planu Marshalla" dla Afryki i koniecznych przesiedleniach z Syrii. Verstager kładła akcent na potrzebę wspólnego systemu azylowego.

"CZARNY KOŃ" TIMMERMANS?

Moim zdaniem najlepiej w tego rodzaju debatach wypada Frans Timmermans – świetny mówca, z dużym doświadczeniem międzynarodowym (był m.in. szefem niderlandzkiego MSZ-u). Jest w najlepszym wieku dla polityka (58), poliglotą i zręcznym polemistą. Ma świetny kontakt z młodzieżą. Zaprzecza w każdym calu żartobliwemu powiedzeniu o Holendrach – "jeden Holender to teolog, dwóch to Kościół, a trzech schizma". Rządząca obecnie nad Wisłą ekipa PiS dorobiła mu "łatkę' antypolskiego, a jest zupełnie odwrotnie. On po prostu w Komisji Europejskiej odpowiada za przestrzeganie praworządności  w państwach członkowskich UE i to zadanie traktuje nader poważnie.

Frans Timmermans podczas debaty organizowanej w Warszawie przez kandydatów Koalicji Europejskiej z ramienia SLD.
Mam okazję znać go od kilkunastu lat, gdy był – jako deputowany – członkiem delegacji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu. Urodził się w Maastricht, co jest swoistym symbolem "unijności". Często wspomina dom swego dziadka, który wyzwolili  żołnierze gen. Maczka. Bardzo interesuje się Europą Wschodnią, spędził zresztą kilka lat w Moskwie jako sekretarz ambasady Holandii – w okresie, gdy rozpadał się ZSRR. Nauczył się wtedy rosyjskiego. Powtarza konsekwentnie, iż jeśli państwa Europy Wschodniej będą nadal odmawiały solidarności ws. uchodźców i migracji, to same nie mogą liczyć na solidarność w innych kwestiach. W czarnym scenariuszu może dojść nawet do niekorzystnych zmian w funkcjonowaniu systemu Schengen.

Osłabienie w ostatnich latach pozycji partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych w Europie nie pomagało w zajmowaniu wysokich stanowisk przez ich przedstawicieli. Ale w tym roku stopniowo następuje pewien przełom. Zwycięstwo (choć skromne) w Finlandii, ogromny sukces Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE) w wyborach do Kortezów oraz fakt, iż w wyborach do Europarlamentu wezmą jednak udział Brytyjczycy, co gwarantuje znaczącą reprezentację Labour Party, oznaczają duże wzmocnienie frakcji Socjalistów i Postępowych Demokratów. To wzmacnia kandydaturę Timmermansa. Może on też zostać następcą Franceschi Mogherini z Włoch na funkcji szefa unijnej dyplomacji.

MOŻLIWE  NIESPODZIANKI

Obecnie Francja nie ma nikogo na czołowych stanowiskach w UE. A w grę wchodzą m.in. takie nazwiska, jak Michel Barnier (były minister spraw zagranicznych i obecny negocjator Unii ws. Brexitu), Christine Lagarde – stojąca na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy Bruno Le Maire – aktualny minister finansów i gospodarki.

Pierwsze przymiarki nastąpią zaraz po wyborach do Europarlamentu, na posiedzeniu Rady Europejskiej. Nota bene największe szanse na zastąpienie Donalda Tuska na funkcji szefa tej Rady od końca tego roku mają: odchodząca prezydent Litwy Daria Grybauskaite, i premier Holandii Mark Rutte. Nie wyklucza się też kandydatury samej Angeli Merkel, choć zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami ma ona być kanclerzem Niemiec do roku 2021.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza